MKP2007-T43-PolishMaritimeDiary.pl
Tydzień 43
2007-10-22 Poniedziałek
Gazeta Wyborcza: Urodzinowe wodowanie w Gdańsku
mich 2007-10-19, ostatnia aktualizacja 2007-10-19 21:51
Kadłub statku badawczego "Fugro Saltire" zwodowano w piątek w Stoczni Gdańsk
W ten sposób stoczniowcy świętowali 60. urodziny firmy. "Fugro Saltire" ma 111 m długości i 24 m szerokości. Wyposażony ma być m.in. w 150-tonowy dźwig i lądowisko dla helikopterów. Będzie bazą dla nurków i zdalnie sterowanych aparatów podwodnych. W Gdańsku powstanie częściowo wyposażony kadłub jednostki. Budowa będzie dokończona w stoczni Bergen Yards w Norwegii.
Głos Szczeciński: Przewiezie wszystko
W sobotę w Stoczni Szczecińskiej Nowa zwodowano statek typu con-ro o nazwie Pulpca. Wodowaniu przyglądało się wielu szczecinian. Z pochylni Wulkan 1 statek zwolniła Ewa Soroczyńska, żona prezesa KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych).
- Wiedziałam, że wodowaniu będą towarzyszyły wielkie emocje, ale nie przypuszczałam, że aż takie - przyznaje. - Ogromny statek sunący z pochylni, to niesamowity widok.
Jedyna na świecie
W tym samym dniu w stoczni położono stępkę pod szósty con-ro. SSN dla tego armatora zbuduje osiem takich statków. Con-ro powstające w Szczecinie to statki wyjątkowe, jedyne takie na świecie - łączą funkcję kontenerowca i statku ro-ro.
Ich unikatowa konstrukcja pozwala na transport wielu ładunków. Może przewozić różnej wielkości kontenery także te największe typu seko - bardzo długie, szerokie i ciężkie. Może zabierać ładunki wielkogabarytowe, delikatne i odpady nuklearne. Przewozić też będzie wszelkiego rodzaju pojazdy.
W rezerwie NATO
Właśnie ze względu na tę wielofunkcyjność ładunkową statki te są w rezerwie NATO. Na co dzień trzy tego typu jednostki eksploatowane są w ramach fińskiego serwisu liniowego Tranfexpress na trasie między Finlandią a portami Europy Północnej. W tym tygodniu dołączy do nich czwarta o nazwie Trica, która właśnie dziś opuszcza Szczecin.
W sobotę można było oglądać jej wnętrza, od kapitańskiego mostku po maszynownię.
- Con-ro typu B 201 to statki bardzo zaawansowane technologicznie i trudne w budowie - podkreśla Dariusz Szafrański, menedżer kontraktu.
Nic więc dziwnego, że fiński armator, który te statki eksploatuje określa je jako największe, najszybsze i najbardziej uniwersalne con-ro na świecie.
Lepiej sprzedać
Kontrakt na budowę tych jednostek SSN podpisała w 2004 roku. W ciągu tych lat drastycznie podrożała stal i różne materiały. Konieczne stały się renegocjacje kontraktu.
- Nie ukrywam, że za Tricę, czyli czwarty z kolei statek moglibyśmy dostać więcej przyznaje Artur Trzeciakowski, prezes SSN. - Cały czas prowadzimy rozmowy z armatorem, a nie są one łatwe, ale sądzę, że kolejne jednostki sprzedamy lepiej.
Kurier Szczeciński: Związkowcy apelują . Węgiel zmienia kierunek
Związkowcy z kopalń i portów morskich poprosili premiera o interwencję w związku z coraz mniejszą ilością węgla, który przeładowywany jest w portach na eksport. Tymczasem w Świnoujściu szykują się do wzrostu przeładunków tej kopaliny, ale w imporcie.
Związkowy list adresowany do szefa rządu oraz ministrów skarbu i gospodarki był efektem spotkania obu branż w Katowicach. Związki zwróciły w nim uwagę, że obecny i zakładany spadek produkcji "ma bezpośrednie przełożenie na drastyczny spadek przeładunku węgla kamiennego w polskich portach morskich, a w konsekwencji likwidację miejsc pracy".
"Zwracamy się do pana premiera z wnioskiem o pilną interwencję w kontekście planowanego w ramach opracowań funkcjonowania poszczególnych spółek węglowych spadku wydobycia, co w obecnej sytuacji koniunktury na węgiel nie ma uzasadnienia ekonomicznego i budzi niepokój społeczny w firmach kooperujących z górnictwem, a szczególnie wśród pracowników portów" - napisali związkowcy z górniczych central oraz portów w Szczecinie, Świnoujściu, Gdańsku i Gdyni.
Według nich przyjęta ostatnio rządowa strategia dla górnictwa oraz koniunktura na węgiel pozwalają na rozwój górnictwa, a nie ograniczanie wydobycia. Związkowcy poprosili premiera o możliwość uruchomienia pomocy publicznej na tzw. inwestycje początkowe w górnictwie, co jest zgodne zarówno ze strategią, jak i wytycznymi UE. Taka pomoc miałaby się przyczynić do rozwoju sektora i zagwarantowałaby „stabilność tysięcy miejsc pracy, również w portach przeładunkowych”.
Powodem zmniejszania eksportu przez Węglokoks jest głównie zmniejszenie wydobycia, spowodowane trudnymi warunkami w kopalniach - informuje PAP. W tym roku ten największy polski eksporter zamierza lądem i morzem wysłać ok. 11 mln ton węgla - o ponad 4 mln ton mniej niż w 2006 roku i o blisko 2 mln ton mniej niż zakładano jeszcze na początku tego roku. W przyszłym roku może on być jeszcze mniejszy.
Port Handlowy Świnoujście chce chociaż częściowo zniwelować załamanie się eksportu węgla poprzez jego import do Polski. Przypomnijmy, że PHŚ nie jest już spółką córką Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście. Swoje 45 procent udziałów w Świnoujściu ZMPSiŚ sprzedał w tym roku konsorcjum Odratransu z Wrocławia, Przedsiębiorstwu Transportu Kolejowego Holding z Zabrza oraz spółce pracowniczej Port-Serwis ze Świnoujścia.
Nowi współwłaściciele PHŚ-u zobowiązali się również, iż w ciągu trzech lat podniosą kapitał świnoujskiej spółki o 13 mln zł z obecnego poziomu 4,5 mln zł.
Jak informowaliśmy, z nowymi udziałowcami umowę joint-venture chciała podpisać francuska firma ATICS, potentat w handlu węglem. Jeszcze przed wakacjami kierownictwo zespołu portów informowało, że deklarowała ona zakup maszyn do przeładunku węgla w imporcie.
- To już jest nieaktualne – mówi Marek Kowalewski, prezes PHŚ. - Zmieniło się to, że nasi nowi właściciele, Odratrans i PTK Zabrze, zdecydowali, że to oni kupią po jednym dźwigu. Decyzja w tej sprawie została właściwie podjęta. Będą to dwa urządzenia samojezdne, które pozwolą zaoferować zleceniodawcom przeładunek 25-30 tysięcy ton towaru na dobę.
Kowalewski dodaje, że port w Świnoujściu już przeładowuje węgiel importowany, który przypływa masowcami z Kanady, USA i Kolumbii. - W tym roku około 900 tysięcy ton. W przyszłym mamy nadzieję, że to będzie przynajmniej dwa razy tyle – wylicza prezes PHŚ-u.
Natomiast w tym roku przez świnoujskie nabrzeża wysłano na eksport 1,2 mln ton węgla: - Niestety, na przyszły rok Węglokoks informuje, że będzie to maksymalnie 500 tysięcy ton - mówi Kowalewski.
Wielkim wyzwaniem, ale i okazją do częściowego zniwelowania straty z powodu braku eksportowego węgla, będzie dla PHŚ-u gazoport.
- Budowa terminalu skroplonego gazu ziemnego wywoła na terenie naszej spółki olbrzymi ruch, gdyż graniczymy z rejonem, na którym będzie on wznoszony. Posiadamy drogi dojazdowe i tory kolejowe. Mamy już podpisaną umowę z inwestorem – Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem. Wstępnie szacujemy, że rocznie na plac budowy trzeba będzie dostarczyć około miliona ton kruszyw – mówi M. Kowalewski. (kl)
Głos Szczeciński: Szczecin > "Trica" ruszyła w pierwszy rejs (Marcin Bielecki)
"Trica", czwarty z kolei statek con-ro wypłynął w dziewiczy rejs. Udał się po ładunek do Finlandii. Tego typu statki (w sumie 8) Stocznia Szczecińska Nowa buduje dla holenderskiego armatora. Con-ro jest statkiem unikatowym ze względu na nowatorskie rozwiązania konstrukcyjne i wielofunkcyjność ładunkową. Autorem projektu jest Marek Nowak a prowadzi go główny projektant SSN Marek Miecznikowski.
Głos Szczeciński: Szczecin > Stocznia zbuduje promy dla Wietnamu?
Stocznia Szczecińska Nowa prawdopodobnie zbuduje promy dla Wietnamu. Stocznia odpowiedziała na ofertę i przedstawiła koncepcję takiego promu. Powstał wstępny projekt. Prom typu ropax, pasażersko –samochodowy będzie zabierał dwa tysiące pasażerów i posiadał linię ładunkową o długości 3 km. Ma kursować wzdłuż wybrzeży Wietnamu, między Ho Chi Minh a Hajfongiem. Pierwsze rozmowy z Wietnamczykami już się odbyły. Nie wykluczone, że w lutym przyszłego roku zostanie podpisany kontrakt. Byłby to kolejny etap wieloletniej współpracy szczecińskiej stoczni z Wietnamem. KP
Kurier Szczeciński: Resort skontrolował eksdyrektora. Nadużywał służbowych aut
Miał tropić domniemane nadużycia w Urzędzie Morskim w Szczecinie (UMS), tymczasem to jemu wytknięto szereg nieprawidłowości. Wojciech Łuczak (LPR), odwołany latem zastępca dyrektora ds. technicznych UMS, korzystał ze stanowiska ponad miarę, co wykazała ministerialna kontrola.
W. Łuczak został powołany na wicedyrektorskie stanowisko, gdy ministrem gospodarki morskiej był jego partyjny kolega – Rafał Wiechecki. Po rozpadzie koalicji nowy szef resortu – Marek Gróbarczyk – powołał specjalną komisję ds. zbadania nieprawidłowości oraz niegospodarności w działaniach poprzedniego kierownictwa Urzędu Morskiego w Szczecinie. Zakończyła ona prace w zeszłym tygodniu. Pod lupę wzięto głównie byłego wicedyrektora Wojciecha Łuczaka.
- Decyzję o kontroli podjęto po otrzymaniu sygnałów o nieprawidłowościach od pracowników Urzędu Morskiego w Szczecinie, a także po publikacjach prasowych na ten temat – tłumaczy Krzysztof Gogol, rzecznik prasowy ministra.
W raporcie pokontrolnym można m.in. przeczytać, że W. Łuczak pobierał co miesiąc ryczałt za używanie prywatnego samochodu do celów służbowych, ale w tym samym czasie używał pięciu samochodów służbowych, którymi w ciągu 14 miesięcy przejechał 61 tys. km. Za paliwo urząd zapłacił 42 tys. zł.
Z kart drogowych wynika, że samochodów były dyrektor używał też w celach prywatnych. Wielokrotnie je uszkadzał – a koszty napraw, które poniósł UMS – wyniosły 11,2 tys zł. Napraw tych dokonywał w wybranym przez siebie warsztacie. Urząd zapłacił też 3,1 tys. zł za wymianę reflektora samochodowego, którego w ogóle nie wymieniono.
- Ustalono, że nieprawidłowo prowadzono karty drogowe dla dyrektorów posiadających zgodę na kierowanie samochodami służbowymi. Stwierdzono także, iż zakupy akcesoriów do telefonów komórkowych odbywały się niegodnie z procedurami obowiązującymi w UMS oraz niezgodnie z obowiązującą umową po zawyżonych kwotach – dodaje rzecznik ministra.
Ponadto Łuczak „podpisał pięć faktur dotyczących obsługi prawnej na łączną kwotę 7000 złotych, które nie wiązały się w żaden sposób z działalnością Urzędu Morskiego – uzyskane opinie prawne nie znajdują się w posiadaniu Urzędu Morskiego” - czytamy w komunikacie MGM.
Były zastępca dyrektora dbał też o wypoczynek: - w lipcu 2007 korzystał nieprzerwanie z pokoi socjalnych ośrodków wypoczynkowych UMS w Niechorzu, Świnoujściu i Mrzeżynie płacąc jedynie za jeden pokój, podczas gdy korzystał z kilku pokoi jednocześnie – mówi Gogol.
Resortowa komisja uznała również, iż za poprzedniego kierownictwa „dokonano licznych zmian kadrowych z prawdopodobnym naruszeniem prawa pracy i pogwałceniem zasad współżycia społecznego”. (kl)
Portal Morski: Osiem holowników Keppela Opublikowano: 22 października, 2007
Chińska stocznia Keppel Nantong Shipyard (cześć koncernu Keppel Offshore & Marine) zdobyła kontrakty na budowę ośmiu holowników, za łączną sumę 110 mln $. Dwie jednostki, o uciągu 90 ton, przeznaczone do obsługi instalacji offshore zamówił holenderski Smit Internationale Beheer. Pozostałe szęśc jednostek to holowniku ASD o uciągu 65 ton, które zamówili (po trzy jednostki) Keppel Smit Towage i Maju Maritime.
Portal Morski: Most arktyczny Rosja – Kanada Opublikowano: 22 października, 2007
Zawinięcie rosyjskiego masowca Kapitan Sviridov z ładunkiem estońskich nawozów, do kanadyjskiego portu Churchill (Zatoka Hudsona, Arktyka) uznano za pierwszy krok w budowie morskiego, „mostu arktycznego” łączącego porty rosyjskiej i kanadyjskiej Arktyki. Był to pierwszy ładunek rosyjskiego eksportu obsłużony przez port Churchill, dotychczas wąsko wyspecjalizowany w eksporcie kanadyjskiego zboża.
Portal Morski: Pierwszy ładunek ze Śnieżki Opublikowano: 22 października, 2007
20 października gazowiec Arctic Princess zabrał do swoich zbiorników pierwszy ładunek płynnego gazu ziemnego (LNG) z kompleksu Snøhvit. Jest to położony najdalej na północ zakład skraplania na świecie, obsługujący wydobycie z pola na Morzu Barentsa.
MGM: Pismo do Komisarza Joe Borga
W dniu 16 października Minister Gróbarczyk wystosował pismo do Komisarza Borga w celu przedstawienia stanowiska polskiego Rządu w sprawie najbardziej istotnych dla strony polskiej kwestii połowów dorsza we wschodniej części Morza Bałtyckiego.
Pan Joe Borg
Komisarz Unii Europejskiej ds. Rybołówstwa i Polityki Morskiej
Szanowny Panie Komisarzu,
W związku ze zbliżającym się posiedzeniem Rady Ministrów UE ds. rybołówstwa w Luksemburgu, chciałbym przedstawić Panu Komisarzowi stanowisko polskiego Rządu w najbardziej istotnych dla strony polskiej kwestiach.
Mieliśmy już okazję rozmawiać na temat raptownego zamknięcia przez Komisje połowów dorsza dla polskich rybaków we wschodniej części Morza Bałtyckiego, które to połowy stanowią podstawowe źródło utrzymania dla sektora rybołówstwa w Polsce. Jednakże, raz jeszcze chciałbym podkreślić, że w opinii strony polskiej, tryb i argumentacja przyjęta przy wydawaniu ww. rozporządzenia przez Komisję Europejską była dla nas nie do przyjęcia. Podstawą wydania decyzji Komisji były raporty z kontroli, które w naszym pojęciu, w związku z wielkością próby statystycznej, jej niereprezentatywnością (ograniczony typ kontrolowanych jednostek rybackich i ilość portów, w których odbyły się kontrole) nie mogły stanowić podstawy do zamknięcia przez Rząd polski połowów, o co zabiegała Komisja. Zdziwienie budzi również fakt, że Komisja dała Polsce czas 5 (słownie pięciu !!!) dni na podjęcie tej decyzji, nie starając się dowieść swoich racji, a na przykład ze Szwecją dyskusja na temat zamknięcia połowów trwała znacznie dłuższy czas. Pośpiech Komisji był tym bardziej niezrozumiały, że zaczynał się okres ochronny na połowy dorsza na wschodnim Bałtyku i można było w sposób rzeczowy i spokojny przeliczyć polskie połowy.
Pomimo powyższego, chcę Pana Komisarza poinformować, że strona polska jest gotowa w sposób przejrzysty i otwarty rozliczyć, zgodnie z prawem, polskie połowy we wschodniej części Bałtyku. Nasze warunki to użycie do tego oficjalnych, sprawdzalnych danych ( np. z Eurostatu).
Odnosząc się do propozycji Komisji, to jest do projektu rozporządzenia określającego możliwości połowowe w 2008 roku Polska uważa, że system zarządzania zasobami oparty o kwoty połowowe (TAC) jest nieefektywny w porównaniu z systemem opartym na limitowaniu dni poza portem i technicznych środkach ochrony zasobów.
Nawiązując do naszych wcześniejszych rozmów, mając na względzie niską skuteczność obecnego systemu ochrony i zarządzania żywymi zasobami w Morzu Bałtyckim oraz :
- uwzględniając komunikat Komisji zatytułowany "Wspólnotowy plan działań na rzecz zwalczania nielegalnych, nieraportowanych i nieuregulowanych połowów" (COM(2002)0180) oraz odnoszące się do niego wnioski Rady z dnia 11 czerwca 2002 r., mając na uwadze międzynarodowy plan działań FAO w sprawie nielegalnych, nieraportowanych i nieuregulowanych połowów (IUU),
- biorąc pod uwagę ustalenia przyjęte podczas Światowego Szczytu Ziemi w Johannesburgu (2002) oraz wytyczne COFI FAO w sprawie przeglądów regionalnych konwencji rybackich i związanych z nimi systemów zarządzania zasobami,
- zakończenie prac Międzynarodowej Komisji Rybołówstwa Morza Bałtyckiego, proponuję Panu Komisarzowi powołanie niezależnej komisji mającej na celu przegląd systemu zarządzania rybołówstwem na Morzu Bałtyckim, pod kierownictwem niezależnych ekspertów z FAO, która m.in. dokona:
- weryfikacji danych połowowych dostarczanych do ICES w poprzednich latach przez kraje bałtyckie w porównaniu do danych Eurostatu,
- oszacowania stanu zasobów rybnych,
- oceny możliwości wprowadzenia na czas tarła ruchomych akwenów zamkniętych, wraz z zakazem ruchu kutrów posiadających sprzęt do specjalistycznych połowów pelagicznych dorsza na w/w obszarach,
- analizy możliwości całkowitego zakazu połowów paszowych na M. Bałtyckim,
- analizy zastosowania nowych środków kontroli w celu maksymalnego eliminowania połowów ryb niewymiarowych.
W związku z wprowadzeniem rozporządzeniami Rady UE nr 812/2004 i nr 2187/2005 zakazu posiadania od dnia 1 stycznia 2008 r. na pokładzie lub używania do połowów na Morzu Bałtyckim sieci dryfujących, chciałbym zwrócić uwagę Pana Komisarza, że Polska uruchomiła "Program Monitorowania Przypadkowych Połowów Waleni". Dane pozyskane w trakcie obserwacji prowadzonych przez 152 dni połowowe, w podobszarze 26 wykazują, że w trakcie obserwacji nie odnotowano połowu ani obecności w pobliżu sieci żadnego morświna.
Z uwagi na brak dostatecznych i wyczerpujących informacji wskazujących na występowanie morświnów w dryfujących pławnicach łososiowych tradycyjnie eksploatowanych przez polskich rybaków (podobszary 25- 26 Morza Bałtyckiego) strona polska stoi na stanowisku, że wdrożenie zakazu używania dryfujących pławnic łososiowych nie jest uzasadnione. Zdaniem strony polskiej, zakaz używania dryfujących pławnic łosiowych został wprowadzony bez przedstawienia jego naukowego uzasadnienia. Strona polska pragnie wskazać, że dryfujące pławnice łososiowe, w podobszarach 25 - 26, są stosowane poza obszarem, w którym naukowcy spodziewają się występowania morświna.
Zwracam Pana Komisarza uwagę, iż ukształtowanie polskiego wybrzeża, które charakteryzuje się prostą linią brzegową, brakiem zatok i wysp, uniemożliwia zastąpienie dryfujących pławnic łososiowych innymi narzędziami połowowymi (np. zakotwiczonymi pułapkami "trawnets"), które nie zakłóciłyby, ciągłości ekonomicznej polskiego sektora rybołówstwa.
Biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek informacji o przypadkowych połowach morświnów powodowanych przez dryfujące pławnice łososiowe oraz koszty społeczne i ekonomiczne wdrożenia działań przewidzianych przepisami rozporządzeń nr 812/2004 i nr 2187/2005 informuję Pana Komisarza, że Polska będzie wnosiła o dwuletnią derogację w odniesieniu do wdrożenia wymienionych we wniosku działań, w celu dokładnego zbadania wpływu używania dryfujących pławnic łososiowych na stan ochrony morświna.
Dziękując z góry za życzliwe rozpatrzenie polskich postulatów, liczę na efektywną współpracę z Panem Komisarzem w czasie zbliżającej się sesji Rady Ministrów w Luksemburgu.
MW: 20. rocznica pierwszego podniesienia bandery na ORP „Wicko”
W piątek, 19 października, w Porcie Wojennym w Świnoujściu obchodzono 20. rocznicę pierwszego podniesienia bandery na ORP „WICKO”. Z tej okazji na okręcie podniesiono wielką galę banderową. Podczas uroczystej zbiórki, dowódca ORP „WICKO” kpt. mar. Hubert MRÓZ odczytał rozkaz okolicznościowy oraz przywitał zaproszonych gości, wśród których byli m.in.: dowódca 12. Dywizjonu Trałowców kmdr por. Jerzy KŁAPUT, poprzedni dowódcy okrętu i obecna załoga. Dowódca okrętu za zaangażowanie w służbie wyróżnił marynarzy: Marcina MOLENDE, Piotra ZDROJEWSKIEGO, Tomasza KNIATA, Michała KRAMPICHOWSKIEGO oraz Szymona KRZOSA. Trałowiec ORP „WICKO” wchodzi w skład 12. Dywizjonu Trałowców 8. Flotylli Obrony Wybrzeża w Świnoujściu. ORP „WICKO”, podobnie jak pozostałe trałowce projektu 207 P (typu Gardno) został zbudowany w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Jest to jednostka małomagnetyczna przeznaczona do poszukiwania i niszczenia min kontaktowych i niekontaktowych postawionych w zagrodach minowych lub pojedynczo. Ograniczenie pola magnetycznego osiągnięto głównie dzięki zastosowaniu w konstrukcji kadłuba i pokładówki laminatu poliestrowo-szklanego. W swojej dwudziestoletniej służbie okręt wielokrotnie uczestniczył w ćwiczeniach krajowych i międzynarodowych, m.in. w „Baltops 98”, „Passex 2000”. Jak wspomina st. bsmt. Rafał SKOTARCZAK, okręt brał udział również w wielu akcjach ratowniczych.
2007-10-23 Wtorek
Głos Szczeciński: Zwodowali nowy statek
W sobotę w Stoczni Szczecińskiej Nowa zwodowano statek typu con-ro o nazwie Pulpca. Wodowaniu przyglądało się wielu szczecinian. Z pochylni Wulkan 1 statek zwolniła Ewa Soroczyńska, żona prezesa KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych).
- Wiedziałam, że wodowaniu będą towarzyszyły wielkie emocje, ale nie przypuszczałam, że aż takie - przyznaje. - Ogromny statek sunący z pochylni, to niesamowity widok.
Jedyna na świecie
W tym samym dniu w stoczni położono stępkę pod szósty con-ro. SSN dla tego armatora zbuduje osiem takich statków. Con-ro powstające w Szczecinie to statki wyjątkowe, jedyne takie na świecie - łączą funkcję kontenerowca i statku ro-ro.
Ich unikatowa konstrukcja pozwala na transport wielu ładunków. Może przewozić różnej wielkości kontenery także te największe typu seko - bardzo długie, szerokie i ciężkie. Może zabierać ładunki wielkogabarytowe, delikatne i odpady nuklearne. Przewozić też będzie wszelkiego rodzaju pojazdy.
W rezerwie NATO
Właśnie ze względu na tę wielofunkcyjność ładunkową statki te są w rezerwie NATO. Na co dzień trzy tego typu jednostki eksploatowane są w ramach fińskiego serwisu liniowego Tranfexpress na trasie między Finlandią a portami Europy Północnej. W tym tygodniu dołączy do nich czwarta o nazwie Trica, która właśnie dziś opuszcza Szczecin.
W sobotę można było oglądać jej wnętrza, od kapitańskiego mostku po maszynownię.
- Con-ro typu B 201 to statki bardzo zaawansowane technologicznie i trudne w budowie - podkreśla Dariusz Szafrański, menedżer kontraktu.
Nic więc dziwnego, że fiński armator, który te statki eksploatuje określa je jako największe, najszybsze i najbardziej uniwersalne con-ro na świecie.
Lepiej sprzedać
Kontrakt na budowę tych jednostek SSN podpisała w 2004 roku. W ciągu tych lat drastycznie podrożała stal i różne materiały. Konieczne stały się renegocjacje kontraktu.
- Nie ukrywam, że za Tricę, czyli czwarty z kolei statek moglibyśmy dostać więcej przyznaje Artur Trzeciakowski, prezes SSN. - Cały czas prowadzimy rozmowy z armatorem, a nie są one łatwe, ale sądzę, że kolejne jednostki sprzedamy lepiej. Krystyna Pohl
Port Szczecin-Świnoujście: Nowy sprzęt na Drobnicy
Sprywatyzowana niedawno szczecińska spółka Drobnica Port Szczecin zaczyna inwestować. Pierwszym zakupem były dwa „reachstackery” firmy Linde.
Nowy sprzęt może układać kontenery do wysokości 6 warstw dla kontenerów 8’6” o ciężarze 35 t oraz do 5 warstw dla kontenerów 9’6” o ciężarze 45. Dzięki nim Drobnica będzie w stanie przeładować 16-20 kontenerów na godzinę w relacji plac-statek, a to wpłynie na skrócenie czasu obsługi statków i innych środków transportu. Dziś DPS dysponuje pięcioma pojazdami tego typu, każdy o udźwigu 45 ton.
W ciągu 9 miesięcy br. Drobnica przeładowała 36 027 TEU, co oznacza 30 % wzrost przeładunków w odniesieniu do 9 miesięcy ubiegłego roku.
Głos Szczeciński: Żądają zwrotu pieniędzy za promy
Kierowcy ze Świnoujścia chcą, aby miasto zwróciło im koszty zakupu identyfikatorów, które uprawniały do wjazdu na prom w centrum miasta. Promy kursują co 20 Promy kursują co 20 minut. Mogłyby w godzinach szczytu odbijać zaraz po załadowaniu. Na to jednak potrzebne są pieniądze m.in. na paliwo i opłacenie dodatkowej załogi. (Sławek Ryfczyński) PRZECZYTAJ WIĘCEJ Jedynka z 20 października 2007 20-10-2007 Zgodnie z decyzją wojewody zachodniopomorskiego Roberta Krupowicza promy w centrum miasta są dostępne dla wszystkich kierowców. Wcześniej mogli z nich korzystać tylko mieszkańcy, którzy posiadali specjalne identyfikatory. Zapłacili za nie 10 złotych. Firmy aż 50 złotych. Teraz mogą je wyrzucić do śmieci. reklama * Od tego się zaczęło Sprawa wokół przeprawy promowej zaczęła się od skargi Pawła Sakowskiego, mieszkańca Warszawy. Napisał do Rzecznika Praw Obywatelskich, że kierowcy spoza Świnoujścia są dyskryminowani, choć przeprawa jest finansowana z budżetu państwa. Rzecznik przyznał mu racje. Stwierdził, że uprzywilejowanie kierowców ze Świnoujścia to łamanie konstytucji. Chodzi o zapis, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Prezydent radzi: jeszcze poczekajcie Wojewoda nakazał udostępnić przeprawę promową dla wszystkich na początku października tego roku. Od jego decyzji nie ma odwołania. Musiała być wprowadzona natychmiast. Prezydent miasta Janusz Żmurkiewicz zapowiedział jednak, że złoży sprawę do sądu administracyjnego. Dlatego, jak mówi, nie warto jeszcze zrywać znaczków z szyb samochodów. Mieszkańcy go popierają. Są oburzeni decyzją wojewody. - Przecież my tym promem nie pływamy dla przyjemności - mówi Sebastian Krukowiecki, który mieszka na wyspie Wolin i codziennie dojeżdża do pracy na wyspę Uznam. - To nasza droga z domu do pracy i odwrotnie. - Nawet jak promy były tylko dla mieszkańców, to staliśmy w kolejkach niekiedy i godzinę - dodaje zdenerwowana Elżbieta Krukowiecka, żona pana Sebastiana. - Teraz w godzinach szczytu są tutaj naprawdę sceny jak z horroru. Ludzie się denerwują, krzyczą. No, ale jak pół dnia trzeba stać w kolejkach to się wszystkiego odechciewa. Prezydent Żmurkiewicz tłumaczył, że dla kierowców spoza Świnoujścia była alternatywa. - To prom Karsibór, oddalony nieco od centrum - mówi prezydent. - Przecież spokojnie tamtędy kierowcy przeprawiali się do miasta i nie było problemu. * Skarżył też Szwed Obywatel Szwecji jest kolejną osobą, która zarzuciła prezydentowi Świnoujścia dyskryminacje. Tym razem narodowościową. Gdy nie wpuszczono go na prom w centrum, zrozumiał, że przeprawa jest tylko dla Polaków. Wysłał w tej sprawie skargę do Komisji Europejskiej. Prezydent w piśmie do komisji napisał to samo, co odpowiedział wojewodzie, że promy w centrum są droga do pracy dla mieszkańców i dlatego są oni uprzywilejowani. Odeślą do wojewody W mieście pojawiły się głosy, żeby odzyskiwać pieniądze za znaczki. - Nie chodzi już nawet o te pieniądze - mówi Hubert Szymański. - Tylko o zasadę. Ja kupiłem samochód dwa miesiące temu. Znaczek kupiłem na tydzień przed ogłoszeniem decyzji przez wojewodę. A przecież żyjemy w państwie prawa i skoro zgodnie z konstytucją nakazano udostępnić przeprawę dla wszystkich, to ja też zgodnie z konstytucją, chcę zwrotu pieniędzy. Część mieszkańców, z którymi rozmawialiśmy na ten temat, uśmiecha się z niedowierzaniem. Każdy jednak popiera inicjatywę. Zwłaszcza ci, którzy musieli zapłacić za znaczki 50 złotych. - Prowadzę firmę usługową - tłumaczy pan Piotr. - Musiałem mieć pozwolenie na przeprawę w centrum, to wykupiłem znaczek. Zupełnie bezużyteczny teraz. To tak jakbym kupił miejscówkę na osobowy pociąg. Też żądał bym zwrotu pieniędzy. Urzędnicy tłumaczą, że to nie władze miasta były autorem pomysłu udostępnienia promów dla wszystkich. - Jeśli mieszkańcy zjawią się z żądaniem zwrotu pieniędzy, to będziemy być może ich odsyłać do wojewody - zastanawia się Robert Gawroński, sekretarz miasta. * MOIM ZDANIEM Marek Grabarczyk kierowca - Najlepiej gdyby cofnięto tę decyzje o wpuszczaniu wszystkich kierowców na prom. Przecież trzeci prom to kolejne koszty. Co z tego, że pieniądze da wojewoda czy minister. To też są nasze podatki. A czy płacone miastu czy państwu to bez różnicy. Przeprawa w centrum powinna być dla mieszkańców, a Karsibór dla turystów. Ratunek w trzecim promie Przeprawa promowa jest finansowana z budżetu państwa. Dodatkowo Żegluga Świnoujska, która obsługuje przeprawę, otrzymuje dofinansowanie z miasta. Pracownicy ŻŚ mówią, że nie byłoby problemu gdyby pływały trzy promy. Teraz są dwa. Firmy nie stać na uruchomienie dodatkowej jednostki. - Miesięcznie to koszt około 112 tysięcy złotych - mówi Leszek Paprzycki, dyrektor żeglugi. - Niemalże połowa z tego to pieniądze na paliwo. Do tego wynagrodzenie dla dodatkowej załogi, koszty prądu. Prezydent tłumaczy, że nie może tych pieniędzy dołożyć z budżetu miasta. - W tym roku dyrektor ŻŚ wystąpił do nas o dodatkowe 1,3 miliona złotych na paliwo i remonty jednostek - mówi Janusz Żmurkiewicz. - W ubiegłym roku dołożyliśmy ponad 2 miliony. Prezydent Świnoujścia złożył u wojewody wniosek o dodatkowe pieniądze na przeprawę. Robert Krupowicz ma go przekazać ministrowi finansów. Anna Starosta
Portal Morski: Dziewięć kolejny kontenerowych gigantów dla rumuńskiej stoczni Opublikowano: 23 października, 2007
Rumuńska stocznia Daewoo Mangalia zdobyła kontrakt na budowę dziewięciu kontenerowców o ładowności 5500 TEU każdy. Kontrakt o wartości 855 mln $ zawarto z, na razie nieokreślonym, „europejskim armatorem”.
Portal Morski: Iran kupi 52 statki do 2010 Opublikowano: 23 października, 2007
Irański, państwowy armator, IRISL podpisał kontrakt o zakupie 52 statków. Statki zostaną zakupione „od rodzimych i zagranicznych” firm do 2010 roku.
Portal Morski: Somalijscy piraci znów uderzyli Opublikowano: 23 października, 2007
Somalijscy piraci uprowadzili kolejny statek. Należący do dunajskiego armatora Biyat International mały drobnicowiec Almarjan został zaatakowany w minioną środę. W minioną sobotę zanotowano dwa kolejne ataki somalijskich piratów.
2007-10-24 Środa
Radio Gdańsk: Stoczniowa Solidarność protestuje 24.10.07 [15:20]
"Solidarność" stoczni Gdańsk protestuje przeciwko zapowiadanym przez polityków Platformy Obywatelskiej kontrolom prywatyzacji zakładu, które zdaniem związkowców mogą doprowadzić do opóźnienia a nawet zablokowania sprzedaży stoczni. Bronią też swojego prezesa Andrzeja Jaworskiego - kandydata na posła Prawa i Sprawiedliwości w niedzielnych wyborach. Przypomnę, politycy PO zapowiedzieli, że zamierzają rozliczyć działalność szefów spółek skarbu państwa, szczególnie tych, którzy angażowali się politycznie. Chcą też sprawdzić, jak przebiega prywatyzacja Stoczni Gdańsk. Związkowcy tymczasem - jak mówi wiceprzewidniczący stoczniowej Solidarności - Karol Guzikiewicz, w obronie swojego zakładu w najbliższy poniedziałek będą manifestować przed urzędem marszałkowskim. Tymczasem jak powiedział Radiu Gdańsk poseł PO Tadesz Aziewicz - prywatyzacja stoczni to konieczność i nie jest zagrożona. Dodał, że warto jednak skontrolować prace zarządu zakładu. Przypomnę - akcje Stoczni Gdańsk kupić ma ukraińska spółka ISD Polska. W sumie chce wnieść do zakładu pół miliarda złotych. (Radio Gdańsk)
Radio Merkury: Porozumienie w Ceglorzu 2007-10-24 15:13
Jest porozumienie w sprawie podwyżek w Poznańskich Zakładach Cegielskiego - dowiedziało się Radio Merkury. Dziś od rana trwały rozmowy między zarządem a związkami zawodowymi w tej sprawie. Strony uzgodniły, że pensja każdego pracownika wzrośnie o sto złotych. Będą też specjalne nagrody. Osoby zatrudnione przy produkcji dostaną 1000 złotych, a pracownicy umysłowi 1600. Podwyżka obowiązuje od września. Pierwsze pieniądze trafią do pracowników w przyszłym miesiącu. Będą wypłacane do końca roku. Rozmowy trwały od września. Związkowcy chcieli bowiem, by pensje wzrosły o 300 złotych. Zarząd proponował sto złotych i specjalną nagrodę dla każdego pracownika. Porozumienie podpisały cztery z pięciu związków zawodowych działających w Cegielskim. Do porozumienia nie przystąpiła Inicjatywa Pracownicza, która na początku roku weszła w spór zbiorowy z zarządem.
Gazeta Wyborcza: Będą podwyżki w Cegielskim
gut 2007-10-24, ostatnia aktualizacja 2007-10-24 19:07
Wszyscy pracownicy otrzymają 100 złotych podwyżki i dodatkowo premię do końca roku od 1000 do 1600 zł. Porozumienia nie podpisał tylko jeden związek zawodowy - Inicjatywa Pracownicza.
Do porozumienia doszło w środę po serii siedmiu rozmów trwających już od połowy września. Zarząd spółki HCP zgodził się na przyznanie 100 zł podwyżki wszystkim pracownikom. Dodatkowo po 1000 zł premii otrzymają pracownicy fizyczni, a 1600 zł - pracownicy umysłowi zatrudnieni w firmie. Premie mają być wypłacone do końca tego roku. Pierwsze z nich - jeszcze w listopadzie. To największa podwyżka w Zakładach Cegielskiego od pięciu lat.
Na takie warunki zgodziły się wszystkie związki zawodowe działające w Cegielskim. Jednak z tzw. wielkiej piątki wyłamała się w ostatniej chwili Inicjatywa Pracownicza, najmniejszy związek w HCP, który od stycznia jest w sporze zbiorowym z zarządem. Inicjatywa początkowo żądała 550 zł podwyżki i innego niż dotychczas podziału środków z funduszu socjalnego. Potem zmniejszyła żądania do 300 zł, a po rozmowach z "Solidarnością" - do ustalonych przez wszystkie związki 100 zł. Jednak w chwili podpisywania porozumienia z zarządem wycofała się z deklarowanego stanowiska. Marcel Szary, szef IP twierdzi, że w umowie nie było mowy o wszystkich żądaniach związku.
Gazeta Wyborcza: Solidarność Stoczni Gdańsk za Jaworskim
Krzysztof Katka 2007-10-23, ostatnia aktualizacja 2007-10-23 19:19
Dzień po deklaracji PO, że PiSowski szef Stoczni Gdańsk Andrzej Jaworski powinien odejść z posady, "Solidarność" zapowiedziała akcję obrony prezesa
Zakładowa "Solidarność" chce zorganizować pikietę pod Urzędem Marszałkowskim w "obronie stoczni". Napisaliśmy wczoraj, że politycy PO - m.in. przewodniczący partii na Pomorzu marszałek Jan Kozłowski zapowiadają wymianę szefów państwowych spółek, którzy są politykami PiS. Posadę ma stracić m.in. Andrzej Jaworski, etnolog nominowany przez PiS na prezesa Stoczni Gdańsk. Jeszcze kilka lat temu Jaworski zajmował się turystyką w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku, w biznesie odnalazł się dzięki znajomości z prezydentem Lechem Kaczyńskim.
Zdaniem PO, działalność Jaworskiego szkodzi stoczni. Według polityków PiS, prezes jest świetnym menadżerem. Firma ma jednak kłopoty i z Komisją Europejską, która bada sprawę pomocy publicznej dla zakładu i z dalszym prowadzeniem samodzielnej działalności. Nadzieją jest wejście inwestora. Kilka dni przed wyborami Jaworski (jeden z kandydatów PiS do Sejmu) ogłosił, że inwestorem będzie ISD Polska, spółka Związku Przemysłowego Donbasu z Ukrainy.
Ukraińcy jeszcze nie zapłacili za udziały, bo do przejęcia kontroli nad firmą potrzebują zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd wyda decyzję najpóźniej na początku grudnia.
- Sytuacja zakładu jest taka, że rozważamy udzielenie kredytu kupieckiego na zakup blachy, aby można było kontynuować produkcję - mówi Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska.
Pikietę "Solidarność" Stoczni Gdańsk zaplanowała na poniedziałek. - Zaczęła się nagonka na stocznię, jest też atak na dobrego prezesa - mówi Karol Guziewicz, wiceprzewodniczący zakładowej "S". - Będziemy protestować przeciwko Platformie, która chce wstrzymać prywatyzację naszej stoczni.
Skąd "S" dowiedziała się o tych planach?
- Gdzieś to było napisane. Nowak [Sławomir - red.], poseł Platformy, coś takiego zapowiadał - odpowiada Guzikiewicz.
- Niczego takiego nie mówiłem. Uważamy, że prywatyzacja jest konieczna, ale nie należy się z nią spieszyć - wyjaśnia Sławomir Nowak. - Warto poczekać chwilę, by nowy minister skarbu ocenił tę prywatyzację. Pośpiech PiS-wskiego prezesa stoczni nie jest tu wskazany i nie wiem, czym go tłumaczyć.
Inny poseł PO, Tadeusz Aziewicz, zaapelował wczoraj do PiS-owskich prezesów stoczni w Gdańsku i Gdyni, by podali się dymisji. - Skandalem był fakt, że zakładami kierowali politycy. Apeluję do nich o rezygnację. Tam potrzebni są menadżerowie - mówi Aziewicz. - Do stoczni powinna wkroczyć niezależna kontrola, zrobimy wszystko, żeby weszła tam Najwyższa Izba Kontroli.
"Solidarność" nie odwraca się jednak od Jaworskiego, kierownictwo związku jest wierne prezesowi. Przed rokiem popierało go w wyborach na prezydenta Gdańska.
- Damy po łapach każdemu, kto będzie chciał szkodzić stoczni. Akurat Jaworski nam pomógł. Niech nowy właściciel zdecyduje, czy ma nadal pracować - mówi Guzikiewicz.
Nowak: - Czujemy, że tu nie chodzi o stocznię, ale o obronę portfela pana Jaworskiego.
Prezes stoczni przebywał wczoraj za granicą. Poseł PiS Tadeusz Cymański uważa, że Jaworski nie powinien odchodzić z pracy. - Platforma dopiero 10 grudnia chce zastanawiać się co z koalicją, a śpieszy się jej do wymiany w spółkach państwowych. To źle wróży - mówi Cymański.
Konstanty Litwinow wyjaśnia, że prywatyzacji nie da się zatrzymać: - Gdy dostaniemy zgodę urzędu antymonopolowego, musimy wpłacić pieniądze za udziały, bo jesteśmy do tego zobowiązani. Takie zatrzymanie "na chwilę" opóźni nasze wejście do stoczni o kilka miesięcy, a ona potrzebuje pieniędzy już teraz.
Portal Morski: Oświadczenie NSZZ „Solidarność” Opublikowano: 24 października, 2007
OŚWIADCZENIE Gdańsk 2007.10.23
W imieniu załogi stoczni, my związkowcy „Solidarności” wyrażamy najwyższe oburzenie stanowiskiem pomorskiego marszałka i innych polityków Platformy Obywatelskiej wobec naszego zakładu. Ich wypowiedzi w mediach, że stanowczo sprzeciwiają się i zweryfikują sprzedaż Stoczni Gdańskiej S.A. inwestorowi ukraińskiemu oraz ,że dni prezesa Andrzeja Jaworskiego na tym stanowisku są policzone, traktujemy nie tylko jako kolejną próbę likwidacji „Kolebki”. To sygnał dla społeczeństwa, że od tego symbolicznego miejsca Platforma powraca do realizacji swoich nieudanych i chorych koncepcji budowy w Polsce gospodarki liberalnej, czyli całkowitej grabieży resztek majątku narodowego przez pseudo biznesmenów i pseudo polityków. 17 lat temu KLD, tak zwani demokraci z Unii Wolności i komuniści oddali w obce ręce polskie banki, potem fabryki tylko po to, żeby napełnić swoje prywatne kieszenie. Nie interesował ich los ludzi pracy, których masowo rzucili na kolana i „śmietnikowy ” poziom życia. Stocznia Gdańska takiego ekonomicznego bezhołowia jest najlepszym przykładem, a tacy politycy jak poseł Tadeusz Aziewicz z dzisiejszej Platformy Obywatelskiej w roku 1998 beztrosko podpisywali się pod wyrokiem śmierci na „Kolebkę”. O Stocznię Gdańską NSZZ „Solidarność” z tym niemal mafijnym układem wiele lat walczyła i dwa lata ratowała wspólnie z rządzącą PIS oraz prezesem Jaworskim. Mimo, że odbudowie potęgi polskiego przemysłu stoczniowego sprzeciwiają się nawet biurokraci z Brukseli. Wreszcie z niemałym trudem znaleźliśmy inwestora stokroć bardziej wiarygodnego, niż 9 lat temu przyciągnęli liberało-demokraci swego partyjnego kolegę, zadłużonego kombinatora Janusza Szlantę, który jedynie potrafił wyprowadzić na zewnątrz majątek zakładu. Obecnie ci sami ludzie, którzy dziś wygrali parlamentarne wybory najwyraźniej chcą zemścić się na tych, którzy pokazali, że „Kolebka jest z żelaza”. Dlatego stanowczo protestując przeciwko takim skandalicznym praktykom, na najbliższy poniedziałek 29 października 2007r. na godzinę 10.00 zapowiadamy stoczniową pikietę Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku, broniąc żywotnych interesów świata pracy. Wszystkich mieszkańców Pomorza, którym los kilkunastu tysięcy miejsc pracy ludzi przemysłu stoczniowego jest bliski, serdecznie zapraszamy. Za NSZZ „Solidarność” (-) Karol Guzikiewicz (-) Fryderyk Radziusz
Gazeta Wyborcza: Pożar w porcie w Świnoujściu
ep 2007-10-24, ostatnia aktualizacja 2007-10-24 10:06
Dwie jednostki straży pożarnej gasiły pożar, jaki wybuchł w magazynie z granulatem opałowym z trocin tartacznych w porcie handlowym w Świnoujściu. Spaliło się 300 m. kw. Materiału. Na miejscu było duże zadymienie. Trwa ustalanie przyczyn pożaru i szacowanie strat.
Głos Szczeciński: Świnoujście > Pożar w porcie
Dziś rano po godzinie 6.30 wybuchł pożar w Porcie Handlowym Świnoujście. Na miejsce przyjechały trzy samochody straży pożarnej. - Palił się magazyn z opałem ekologicznym - mówi st. kpt. Iwona Osieńska, oficer prasowa komendanta straży pożarnej w Świnoujściu. Strażacy gasili pożar przez 3 godziny. Nikomu nic się nie stało. Jak mówi Marek Kowalewski, prezes portu, oszacowane strat nastąpi dziś po południu. - Zniszczony został na szczęście tylko towar - mówi Marek Kowalewski. - Hala magazynowa jest w nienaruszonym stanie. asta
Dziennik Bałtycki: Dwa porty - dwa zarządy. Fuzja spowodowałaby chaos
Nie wszędzie dwa duże porty morskie znajdują się tak blisko siebie, bo zaledwie w odległości 20 km, jak Gdynia i Gdańsk. Specjaliści twierdzą, że może to doprowadzić między nimi do wyniszczającej rywalizacji o ładunki. Odmiennego zdania są zarządy obu portów, które ich konkurowanie uznają za zupełnie zrozumiałe w warunkach gospodarki wolnorynkowej.
Bliskość portów w Gdańsku i Gdyni jest historyczną zaszłością. Decyzja o zbudowaniu portu gdyńskiego, którą rząd polski podjął w roku 1922, wynikała z potrzeby posiadania własnego okna na świat. Jego brak odczuwano najbardziej w czasie wojny polsko- sowieckiej, gdy port w Wolnym Mieście Gdańsku odmówił rozładunków statków z bronią i sprzętem wojskowym dla Polski oraz nie pozwolił na wpływanie do niego naszych okrętów wojennych. W latach 50. podjęto nieudaną próbę połączenia dwóch portów leżących nad Zatoką Gdańską, ale nic z tego nie wyszło. Od lat co jakiś czas odżywa jednak pomysł utworzenia ich wspólnego zarządu i opracowania jednej, dla obu portów, strategii rozwoju. Padają też nieuzasadnione stwierdzenia o ich wzajemnym zwalczaniu się. Tymczasem największymi konkurentami Gdańska i Gdyni są porty duńskie, rosyjskie i niemieckie, a szczególnie Hamburg, w którym rozładowuje się najwięcej kontenerów przeznaczonych dla odbiorców z południowego obszaru Polski, bo 500 tys. TEU, czyli kontenerów 20-stopowych, i z krajów południowego regionu Europy. W interesie portów trójmiejskich leży wspólne sprostanie tej konkurencji.
- Połączenie naszych zarządów niewiele by dało, choć jest to teoretycznie możliwe - zaznacza Przemysław Marchlewicz, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdynia SA. - Jednakże najpierw konieczna byłaby zmiana ustawy o portach, będących specyficznymi spółkami prawa handlowego, a ich integracja mogłaby się nie udać. Każdy z portów ma swoją historię, specyfikę i związanych z nim pracowników, czasami od 40 lat. Poza tym jeden port może być w lepszej kondycji finansowej od drugiego. Później może być odwrotnie. W tej sytuacji połączenie portów może pogorszyć stan finansowy tego lepszego. Oba zarządy różnią się. Oprócz Skarbu Państwa, w spółkach tych dużą rolę odgrywają samorządy Gdańska i Gdyni. Ich fuzja spowodowałaby chaos decyzyjny, trwający przynajmniej dwa lata i utrudniłaby zarządzanie. Działalność zintegrowanych portów nie przyniosłaby też spodziewanych, lepszych efektów finansowych. We wspólnej ocenie zarządów - szkoda czasu i pieniędzy.
Stanisław Cora, prezes ZMPG SA, podkreśla, że w portach na całym świecie funkcjonuje po kilka, często sąsiadujących i konkurujących ze sobą, terminali kontenerowych. Konkurują one jakością usług, cenami i terminowością obsługi statków. Tak jest w Hamburgu, Londynie, Rotterdamie i w innych dużych portach zachodnioeuropejskich.
W porcie gdyńskim działają, leżące naprzeciwko siebie, Bałtycki Terminal Kontenerowy BCT i Gdyński Terminal Kontenerowy - GCT. Mimo to, w Gdyni odnotowuje się stały wzrost przeładunków kontenerów, który w ostatnich latach sięga 38 proc. W Gdańsku funkcjonuje nieduży Gdański Terminal Kontenerowy. W tym roku nad zatoką pojawił się kolejny konkurent - wielki, głębokowodny terminal kontenerowy DCT Gdańsk SA w Porcie Północnym. Terminal jeszcze nie osiągnął planowanej wielkości przeładunków, wynoszącej pół mln TEU, a już wymusił obniżenie opłat portowych w Gdyni i decyzję o pogłębieniu kanału wodnego, aby w najbliższym czasie terminal BCT był również głębokowodnym. Zyskają więc klienci obu portów. Zdaniem zarządów trójmiejskich portów, jest jeszcze miejsce dla dwóch wielkich terminali kontenerowych, zlokalizowanych w Gdańsku i w Gdyni, gdyż przewozy kontenerów na Bałtyku nieustannie rosną. Oba mają być zbudowane na morzu, na terenach usypanych z urobku pogłębiarskiego.
Faktem jest konkurowanie ze sobą gdańskich i gdyńskich terminali portowych oraz firm operatorskich. W przeładunkach drobnicy rywalizują spółki Bałtycki Terminal Drobnicowy Gdynia - BTDG i Port Gdański Eksploatacja. W obu portach funkcjonują terminale gazowe LPG i paliw płynnych. Przynosi to jednak pożytek klientom portów.
Jacek Sieński - Dziennik Bałtycki
Portal Morski / Gazeta Wyborcza: Komisja wzywa: łówcie mniej dorszy
Opublikowano: 24 października, 2007
W przyszłym roku nasi rybacy będą mogli złowić mniej dorszy niż w tym, ale ograniczenia nie będą tak drastyczne jak chciała Bruksela. Jednak polski rząd zamiast fetować sukces negocjacyjny musi wytłumaczyć się z przekroczenia limitów w tym roku.
Unijny spór o dorsza trwa od kilku miesięcy. Dorsza w Bałtyku ubywa i żeby miał szansę wrócić do normalnej liczebności Komisja Europejska musiała wprowadzić ograniczenia w jego połowach. Polscy rybacy przekroczyli tegoroczne limity już dawno i nadal wypływają w morze łamiąc unijny zakaz. Polski rząd nie powstrzymał naszych kutrów i stara się dowieść, że Komisja nie ma racji, bo posługuje się nieaktualnymi danymi o stanie dorsza. Nasze władze zaskarżyły nawet decyzję Komisji o zamknięciu połowów dorszy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Teraz ruch wykonała Bruksela - wysłała do polskiego rządu list w sprawie zakazu połowów. - Poprosiliśmy Polskę o odpowiedź na piśmie w ciągu miesiąca. Chcemy współpracować z polskim rządem, ale jeśli nic się nie zmieni będziemy musieli rozpocząć procedurę w związku ze złamaniem unijnego prawa - powiedziała "Gazecie" Mireille Thom, rzeczniczka unijnego komisarz ds. rybołówstwa Joe Borga.
Teraz polski rząd musi odpowiedzieć Komisji, przedstawiając swoje argumenty. Jeśli Komisja uzna je za niewystarczające, wyśle do polskiego rządu drugi list. Jeśli kolejna odpowiedź również będzie niewystarczająca, skieruje sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i Polskę mogę czekać surowe kary finansowe.
Ten spór dotyczy tegorocznych limitów, ale wczoraj w Luksemburgu ministrowie ds. rybołówstwa dyskutowali też o podziale kwot połowowych na rok przyszły. Wieczorem doszło wreszcie do porozumienia. Polscy negocjatorzy wychodzili bardzo zadowoleni: w przyszłym roku kwoty połowów dorsza na Bałtyku wschodnim (gdzie rybacy łowią ok. 80 proc. ryb) zostaną ograniczone tylko o 5 proc. w stosunku do tegorocznych. A Komisja Europejska chciała redukcji aż o 23 proc. Na zachodnim Bałtyku, o wiele mniej dla nas ważnym, połowy mają się zmniejszyć o 28 proc. (Komisja proponowała 33 proc.). Całkiem niezadowoleni z negocjacji wyszli Estończycy, którym nie odpowiadały przyznane im kwoty w Zatoce Ryskiej.
Polskim rybakom będzie wolno w przyszłym roku złowić ponad 10 tys. ton dorsza na Bałtyku wschodnim i 2,25 tys. na zachodnim. Określono też, że ryby będzie można łowić przez 178 dni na Bałtyku wschodnim i 223 na zachodnim. O 15 proc. zredukowano też kwoty połowowe łososi; dla szprotów kwoty pozostały te same, a dla śledzi na Bałtyku wschodnim zostały wręcz zwiększone o 15 proc. (a na zachodnim zmniejszone o 10 proc.). Dominika Pszczółkowska, Bruksela
Dziennik: Nowe limity dla rybaków na Bałtyku 2007-10-23 21:20
Unia każe nam łowić jeszcze mniej dorszy. Polscy rybacy znów dostali po nosie. Unia Europejska jeszcze bardziej obniżyła limity połowowe na Bałtyku. Na domiar złego, rybakom i polskiemu rządowi może się dostać za przekroczenie tegorocznego limitu odławiania dorszy. Komisja Europejska uruchomiła już przeciwko Polsce postępowanie w tej sprawie. Ministrowie do spraw rybołówstwa krajów członkowskich UE zdecydowali, że limit połowów dorszy na Bałtyku Wschodnim w przyszłym roku będzie zmniejszony o 5 proc. Dla polskich rybaków przypada 10,25 tys. ton, przy jednoczesnym ograniczeniu dni połowowych o 20 proc., czyli do 178 dni - uzgodnili w Luksemburgu ministrowie. Na Bałtyku Zachodnim kwoty połowowe dorszy będą jeszcze mniejsze - Unia obniżyła limity o 28 proc., a liczbę dni połowowych ograniczyła o 10 proc. To oznacza, że polscy rybacy będą mogli tam przez 223 dni wyłowić zaledwie 2,24 tys. ton dorsza. Jednocześnie Komisja Europejska wszczęła przeciwko Polsce postępowanie za łamanie zakazu połowów dorszy na Bałtyku Wschodnim - poinformował unijny komisarz ds. rybołówstwa Joe Borg. List w tej sprawie został już wysłany do polskiego rzadu. Mamy miesiąc na odpowiedź. Wysłanie listu to pierwszy etap procedury za naruszenie przepisów, która swój finał może znaleźć przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu. Violetta Baran
Dziennik: Nowe limity połowów na Bałtyku. KE skarży Polskę
jen 23-10-2007, ostatnia aktualizacja 23-10-2007 20:08
Ministrowie do spraw rybołówstwa krajów członkowskich UE porozumieli się dzisiaj w Luksemburgu w sprawie podziału przyszłorocznych kwot połowowych na Bałtyku. Limit połowów dorszy na Bałtyku Wschodnim w przyszłym roku będzie zmniejszony o 5 proc. Dla polskich rybaków przypada 10,25 tys. ton, przy jednoczesnym ograniczeniu dni połowowych o 20 proc., do 178 dni - uzgodnili w Luksemburgu ministrowie. Na Bałtyku Zachodnim kwoty połowowe dorszy będą mniejsze o 28 proc., a liczbę dni połowowych ministrowie ograniczyli o 10 proc. To oznacza, że polscy rybacy będą mogli tam przez 223 dni wyłowić 2,24 tys. tony dorsza. Komisja Europejska otworzyła przeciwko Polsce postępowanie za łamanie zakazu połowów dorszy na Bałtyku Wschodnim - poinformował unijny komisarz ds. rybołówstwa Joe Borg.
- Wczoraj wysłaliśmy list do Polski. Polska ma miesiąc na udzielenie odpowiedzi - poinformował komisarz na konferencji prasowej w Luksemburgu.
Wysłanie listu, którego formalna nazwa to "wezwanie do usunięcia uchybienia", stanowi pierwszy etap procedury za naruszenie przepisów, która swój finał może znaleźć przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu.
Źródło : PAP
Portal Morski: Strajk w Finlandii uderza w Akera Opublikowano: 24 października, 2007
Fińskie stocznie koncernu Aker Yards zostały dotknięte ogólnokrajowym strajkiem fińskich związkowców. Szacuje się, że nie pracuje około 500, z 4000 pracowników fińskich stoczni Akera. Większość osób strajkujących to pracownicy nadzoru technicznego.
Portal Morski: Koreańczycy inwestują w Aker Yards Opublikowano: 24 października, 2007
Koreański koncern stoczniowy STX został właścicielem 39,2% udziałów w największym europejskim koncernie stoczniowym – Aker Yards. Tym samym koreański koncern stał się największym, pojedynczym udziałowcem Akera, pozostały kapitał jest bardzo rozproszony, dość powiedzieć, że kolejny w wielkości udziałowiec posiada „tylko” 7.97% udziałów.
Portal Morski / Polskie Radio (IAR): Gróbarczyk-połów dorsza-przestrzeganie zakazu Opublikowano: 24 października, 2007
Polski rząd zobowiązał się, że będzie przestrzegać zakazu połowów dorsza na Wschodnim Bałtyku. Tak mówił minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk na spotkaniu unijnej rady w Luksemburgu. To pierwsza tego typu oficjalna deklaracja rządu w Warszawie. Do tej pory tolerował on bowiem łamanie zakazu przez polskich rybaków. Teraz minister mówi, że Ci, którzy wciąż łowią dorsze, zostaną ukarani. W opinii Marka Gróbarczyka niezgoda rybaków na zakaz połowów i łamanie tego zakazu, to problem społeczny. Szef resortu gospodarki morskiej uważa jednak, że zwrot kwoty w przyszłym roku wydaje się rozsądny. Oznacza to, że limity przekroczone w tym roku zostaną odliczone od kwot połowowych na 2008 rok. W związku ze złamaniem przez polskich rybaków zakazu, Bruksela rozpoczęła postępowanie przeciwko Polsce, które w ostateczności może skończyć się przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości.
Portal Morski: Po 5 latach koniec remontu "siódemki"! Z Gdańska do Elbląga już bez korków
Opublikowano: 24 października, 2007
Dzisiaj w samo południe otwarty dla ruchu zostanie nowo wybudowany węzeł drogowy w Nowym Dworze Gd. Tym samym zakończy się pięcioletnia modernizacja trasy krajowej nr 7 na odcinku z Gdańska do Jazowej.
Największa w naszym regionie inwestycja drogowa przebiegająca częściowo przez Żuławy kosztowała 400 mln zł. W 75 procentach środki pozyskano z Funduszu Spójności Unii Europejskiej, 25 pochodziło z budżetu państwa. Zmodernizowano za to 42- kilometrowy odcinek "siódemki", dodatkowo przygotowano 60 km objazdów po drogach lokalnych. Modernizacja przebiegała przez gminy: Pruszcz Gd., Cedry Wielkie, Stegnę, Ostaszew0 oraz Nowy Dwór Gd.
- To była długa i techniczne trudna inwestycja - ocenia Franciszek Rogowicz, dyrektor gdańskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, inwestor modernizacji. - Przez cały czas na trasie odbywał się normalny ruch, trzeba było przygotować objazdy. Przez te lata mieszkańcy musieli żyć z utrudnieniami, narzekali na remonty. Teraz mogą korzystać z nowoczesnej trasy.
Remont na "siódemce" rozpoczął się 1 października 2002 roku, a zakończy właśnie dziś. Przez pięć lat wykonawcy: Acciona (wcześniejsza nazwa Necso) i Budimex Dromex zmodernizowali trzy odcinki. W czasie pierwszego etapu wzmocniono nawierzchnię drogi krajowej nr 7 od granicy Gdańska do Kiezmarka wraz z remontem mostu przez rzekę Wisła. Drugi polegał na wzmocnieniu nawierzchni od Kiezmarka do Jazowej, trzeci na budowie węzła w Nowym Dworze Gd. i wiaduktu w Kmiecinie.
Remont był konieczny. Stan techniczny nawierzchni "siódemki" był fatalny, nawierzchnia nie była przystosowana do obciążeń. Podobnie wyglądała sprawa z mostami, wiaduktami oraz przepustami, które wymagały przebudowy.
- Co pięć lat ruch na "siódemce" wzrasta średnio o 20 procent - mówi Franciszek Rogowicz. - Przy takim natężeniu, każda droga wymaga stałej modernizacji.
Na naprawie "siódemki", głównie na budowie nowego węzła w Nowym Dworze Gd. szczególnie skorzystają mieszkańcy Żuław i Mierzei .
- Zjazd z "siódemki" na Mierzeję Wiślaną do tej pory stale się korkował w sezonie letnim - twierdzi Piotr Michalski, rzecznik prasowy oddziału gdańskiego GDDKiA. - Teraz mieszkańcy i turyści zyskali bezkolizyjne skrzyżowanie.
Nie tylko remont gdańskiego odcinka "siódemki" został już zakończony. Jak się dowiedzieliśmy, zostały wykonane wszystkie prace remontowe na odcinku z Jazowej do Elbląga. Z tamtej strony inwestorem jest warmińsko-mazurski oddział GDDKiA.
Inwestycja w liczbach (ważna także dla portów Trójmiasta i Elbląga – kom.LS)
42 km - tyle liczy odcinek "siódemki" Gdańsk-Jazowa
5 lat - tyle, z roczną przerwą, trwał remont tej trasy
54 m - tyle wynosi długość węzła w Nowym Dworze Gd.
Anna Szalkowska
Dziennik Bałtycki: Co dalej z autostradą A1
Pod znakiem zapytania stoi szybka budowa drugiego odcinka autostrady A1 z Nowych Marzów do Torunia. Decyzją sądu administracyjnego koncesję na jego budowę i eksploatację ma Gdańsk Transport Company. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad na polecenie ministra transportu Jerzego Polaczka ogłosiła jednak cztery przetargi na budowę tej drogi. Polaczek ministrem już długo nie będzie i sprawę przejmie jego następca z PO. Kto nim będzie, na razie nie wiadomo.
- Zrobimy wszystko, żeby autostrada została zbudowana jak najszybciej - zapowiada Tadeusz Aziewicz, poseł PO. Czy przetargi zostaną unieważnione, nie chciał jednak powiedzieć.
- Na tak daleko idące szczegóły jest jeszcze za wcześnie - twierdzi. - Dla nowego ministra sprawa A1 będzie z pewnością priorytetowa.
Sytuacja jest tymczasem skomplikowana. 15 listopada upływa termin składania ofert od potencjalnych wykonawców. Jeżeli Naczelny Sąd Administracyjny zdecyduje, że koncesja dla GTC jest ważna, sprawa może trafić do sądu.
- Na pierwszy rzut oka jest to dziwna sytuacja. Wynika z niej, że polskie prawo dopuszcza posiadanie koncesji na budowę i eksploatację, która nie wiąże się z podpisaniem umowy na budowę, a zatem jest martwa - ocenia Michał Kocur, ekspert prawny z Instytutu Sobieskiego.
Minister transportu czeka teraz na uzasadnienie sądu administracyjnego, który uchylił jego decyzję o wygaśnięciu koncesji dla GTC. Po uzyskaniu uzasadnienia, zgodnie z zapowiedziami, wniesie kasację wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
- Samo rozpisanie przetargu raczej nie narusza praw koncesjonariusza - przyznajeMichał Kocur. - Sytuacja zmieniłaby się jednak, gdyby NSA nie uwzględnił skargi kasacyjnej wniesionej przez ministra, a GDDKiA wyłoniłaby wykonawcę spornego odcinka drogi. Wtedy mielibyśmy dwa podmioty mające podstawy do roszczenia praw do budowy. Obie strony mogłyby dochodzić swoich praw w sądzie, a w takim wypadku pod znakiem zapytania stanęłoby rozpoczęcie prac budowlanych.
Zgodnie z planem, GTC miało wejść na budowę wiosną przyszłego roku. Trasa do Torunia miała zostać udostępniona kierowcom do końca 2010 roku.
Kalendarium
W 1995 r. Agencja Budowy i Eksploatacji Autostrad ogłosiła przetarg na budowę i eksploatację autostrady A1. W sierpniu 1997 r. minister transportu i gospodarki morskiej udzielił GTC SA koncesję na budowę i eksploatację autostrady. W sierpniu 2004 r.
GTC podpisało umowę koncesyjną na budowę odcinka długości 91 km z Gdańska do Nowych Marzów. We wrześniu 2005 r. rozpoczęła się budowa.
W styczniu tego roku minister Jerzy Polaczek wydał decyzję o wygaśnięciu koncesji dla GTC i podtrzymał ją w marcu. W kwietniu GTC skierowało do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie sprawę o zbadanie, czy decyzja ministra była zgodna z prawem. 3 października sąd uchylił decyzję ministra, stwierdzając, że koncesja GTC jest nadal ważna. W grudniu do użytku ma zostać oddany pierwszy, 25-kilometrowy odcinek A1. Całe 91 km ma być ukończone na zimę 2008 r. Kiedy zacznie się budowa drugiego odcinka? Jacek Klein - NaszeMiasto.pl
Gazeta Wyborcza: Migoczący i groźny gość w Bałtyku
Jowita Kiwnik 2007-10-23, ostatnia aktualizacja 2007-10-24 08:32
W Bałtyku pojawił się nowy, egzotyczny gatunek - żebropław. Naukowcy alarmują - zwierzę jest piękne, ale groźne.
Prawie przezroczyste żebropławy przypominają migoczące meduzy i są ich krewniakami. Efekt niesamowity, szczególnie nocą, kiedy dokładnie widać, jak świecą. Zamieszkujące wschodnie wybrzeża Ameryki Północnej i Południowej, do Europy trafiły, podobnie jak kilka innych obcych gatunków, w wodach balastowych statków. - Wody, które przywlekają, a potem wypuszczają statki, ciągle są słabo kontrolowane - mówi prof. Krzysztof Skóra ze Stacji Morskiej w Helu. - W ten sposób trafiają do nas takie "biologiczne śmieci" jak pąkla, czyli białe skorupki, które porastają dzioby statków, molo czy kamienie; w latach 20. otrzymaliśmy z Azji wełnistoszczypcego kraba, a w latach 80. XX w. nowa rybę zwaną babką byczą. Teraz pojawił się żebropław.
Zwierzę w Zatoce Gdańskiej po raz pierwszy zaobserwowane zostało w październiku zeszłego roku w okolicy molo w Juracie. Wówczas osobniki były nieliczne i małe - wielkość nie przekraczała 2,5 cm. W zeszłym tygodniu nurkowie natknęli się już na ławicę kilkudziesięciu, i to sporych, okazów. Niektóre miały nawet 7 cm długości. Chociaż świecące żebropławy sprawiają, że Bałtyk wygląda tropikalnie, naukowcy do nowych przybyszów podchodzą mniej entuzjastycznie. - Żebropławy stanowią duże zagrożenie dla ekosystemu - alarmuje Skóra. - Bardzo możliwe, że ich pojawienie się uderzy silnie w rybołówstwo. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki - drapieżnik będzie podjadał pokarm naszym rybom - szprotom, śledziom i dorszom, a także zaatakuje same ryby w pierwszych stadiach rozwoju - np. ikrę. I zwyczajnie zostaniemy bez ryb. Taka sytuacja miała już miejsce w Morzu Czarnym, gdzie żebropław spowodował straty w wysokości 300 mln dolarów.
Obawy naukowców wydają się być uzasadnione, szczególnie że "nowy gość" znalazł u nas bardzo dobre warunki (temperatura i zasolenie idealne), szybko się rozmnaża (produkuje średnio 3 tys. jaj dziennie) i, co więcej, nie zagraża mu w Bałtyku żadne inne zwierzę. - Skoro żebropław się już do nas dostał, nie sądzę, żeby wyginął - mówi Skóra. - Bardzo ciężko będzie się go pozbyć. Do ekspansji może oczywiście nie dojść, ale zagrożenie jest bardzo duże.
MW: Akcja unieszkodliwienia groźnego znaleziska
Niszczyciel min ORP „MEWA” z 13. Dywizjonu Trałowców uczestniczył w likwidacji niebezpiecznego znaleziska zalegającego na dnie morskim. Akcja wydobycia i unieszkodliwienia niebezpiecznych materiałów trwała 3 dni, od 17 do 19 października. ORP „Mewa” zidentyfikował odnalezione obiekty w wodach Zatoki Puckiej jako torpedy z II wojny światowej. Po przeprowadzonej wizji lokalnej stwierdzono, że 3 z 7 zlokalizowanych torped są uzbrojone i ich wydobycie byłoby niebezpieczne. Zdecydowano o likwidacji części znaleziska na miejscu. Przy pomocy pojazdu podwodnego typu „Ukwiał” pod uzbrojone torpedy podłożono ładunki wybuchowe i przeprowadzono detonacje. Pozostałości po wybuchu oraz 4 nieuzbrojone torpedy zostały wydobyte na powierzchnię. Podczas likwidacji niebezpiecznych materiałów współpracowano z kapitanatem portu Gdynia i Wydziałem Zarządzania Kryzysowego województwa pomorskiego. Akcją dowodził dowódca 13. Dywizjonu Trałowców kmdr por. Piotr MIECZKOWSKI.
Stacjonujący w Gdyni niszczyciel min ORP „MEWA”, wchodzi w skład sił 13. Dywizjonu Trałowców 8. Flotylli Obrony Wybrzeża. Jest to specjalistyczna jednostka przeznaczona głównie do poszukiwania, rozpoznania i niszczenia min morskich. Do działań przeciwminowych wykorzystuje stacje hydroakustyczne, zdalnie sterowany pojazd podwodny oraz trały kontaktowe, akustyczne i elektromagnetyczne. Z pokładu okrętu operują płetwonurkowie minerzy. Wyposażenie okrętu pozwala wykrywać miny kotwiczne z odległości 1600 metrów od okrętu oraz miny denne z odległości 600 metrów. Okrętem wchodzącym w skład świnoujskiej flotylli dowodzi kpt. mar. Jarosław IWAŃCZUK.
2007-10-25 Czwartek
Kurier Szczeciński: Sprytni armatorzy. Stocznia musi wytrzymać
Prywatyzacja kłóci się z renegocjacją cen budowanych w Szczecinie statków, a Stocznia Szczecińska Nowa, która je montuje, będzie musiała przetrwać do momentu wyłonienia nowego właściciela.
Podczas ostatniego wodowania Paweł Brzezicki, prezes rządowej Agencji Rozwoju Przemysłu, powtórzył informację, że szczecińskimi pochylniami zainteresowanych jest kilku potencjalnych inwestorów.
- Memorandum informacyjne pobrało sześciu chętnych. Są wśród nich zarówno poważne, jak i niepoważne firmy. Za niepoważne uważam armatorów, aktualnych klientów stoczni, którzy wzięli memoranda tylko po to, żeby mieć mocniejsze argumenty przeciwko renegocjacji kontraktów na budowane statki - powiedział Brzezicki.
Zdaniem prezesa ARP, "proces prywatyzacji w pewnym sensie kłóci się więc z renegocjacjami umów handlowych". Przypomnijmy, że kontrakty stoczni z armatorami podpisywane są z trzyletnim wyprzedzeniem. W tym czasie wielokrotnie zdrożała stal, w górę poszły ceny paliw i energii, niekorzystny jest też kurs złotego. Niedawno Artur Trzeciakowski, prezes SSN, powiedział, że nie we wszystkich umowach z armatorami przewidziano taką sytuację.
Jak informowaliśmy kilka tygodni temu, ARP i Korporacja Polskie Stocznie dofinansowały SSN łączną kwotą 120 mln zł, m.in. podnosząc jej kapitał o 86 mln zł.
- Z całą stanowczością muszę stwierdzić, że Agencja Rozwoju Przemysłu nie ma już więcej środków na ewentualne dofinansowanie stoczni - zaznaczył prezes Brzezicki.
Jego zdaniem, finał wyłaniania inwestora nastąpi po nowym roku: - Do tego czasu stocznia musi wytrzymać. (kl)
Portal Morski / Dziennik Bałtycki: Zatoka Gdańska do zagospodarowania Opublikowano: 25 października, 2007
Projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego obszaru morskiego, jakie dotychczas tworzono tylko dla terenów lądowych, ma opracować Instytut Morski w Gdańsku. Jego wykonanie zlecił Urząd Morski w Gdyni. Plan, sporządzany w ramach projektu Unii Europejskiej Interreg IIIB / CADSES Plan Coast, obejmie zachodni rejon Zatoki Gdańskiej.
- Plan zagospodarowania obszaru morskiego jest opracowywany w Polsce po raz pierwszy - podkreśla Anna Stelmaszyk - Świerczyńska, zastępca dyrektora d s. technicznych Urzędu Morskiego w Gdyni. - Stanowi on projekt pilotażowy, który pozwoli na stworzenie podobnych planów dla pozostałych polskich obszarów morskich. Plan obejmie zachodni akwen Zatoki Gdańskiej. Wyłączono z niego ograniczone falochronami wody portowe w Gdyni, Pucku, Jastarni i w Helu.
Plan określi warunki dopuszczające lub zabraniające realizację inwestycji na obejmującym go obszarze morskim, podobnie - jak na lądowym. Chodzi tu o budowanie m. in. pirsów, marin jachtowych, sztucznych wysp, ferm wiatraków energetycznych oraz o układanie podwodnych rurociągów albo kabli. Plan zostanie oficjalnie skonsultowany ze wszystkimi instytucjami i firmami, zainteresowanymi inwestowaniem na obszarach morskich, a więc z gminami leżącymi nad zatoką, portami , Marynarką Wojenną RP, firmami energetycznymi i wydobywczymi. Spotkanie konsultacyjne odbędzie się dzisiaj w Urzędzie Morskim w Gdyni.
- Jesteśmy w trakcie opracowywania planu - podkreśla Juliusz Gajewski z Instytutu Morskiego w Gdańsku. - Jest to próba jego sporządzenia. W Polsce nie ma jeszcze podstaw prawnych i aktów wykonawczych, umożliwiających wprowadzenie planu w życie. Przygotowywane są jednak ich projekty. Uważam, że w przypadku obszarów morskich, sporządzanie planów ich zagospodarowania będzie znacznie trudniejsze niż lądowych. Morze jest środowiskiem trójwymiarowym i w jednym rejonie może korzystać z niego kilku użytkowników, których interesy są sprzeczne. Mogą to być rybacy i firmy energetyczne układające kable podmorskie czy budujące elektrownie wiatrowe. Społeczności lokalne, które chcą rozbudowywać przystanie jachtowe, aby przyciągnąć turystów morskich, mogą mieć kłopoty, gdy ich lokalizacja będzie kolidowała z programem unijnym Natura 2000. Takich problemów jest więcej. Jacek Sieński
Gazeta Wyborcza: Miasto bliżej nabrzeży
akr 2007-10-24, ostatnia aktualizacja 2007-10-24 20:38
Jeden z węzłów gordyjskich utrudniających przejęcie przez Szczecin nabrzeży przy Wałach Chrobrego rozwiązany. To efekt przekształcenia jednego z właścicieli terenów w spółkę skarbu państwa.
Epopeja przedsiębiorstwa państwowego Żegluga Szczecińska ciągnęła się 11 lat. Firmą kierował zarządca komisaryczny, co rusz wisiało nad nią widmo likwidacji. To z kolei groziło, że administrowane przez firmę nabrzeża przy Wałach Chrobrego trafią w ręce prywatne. Taki rozwój wypadków jeszcze bardziej skomplikowałby układ własnościowy. Teraz Żegluga Szczecińska jest już spółką skarbu państwa.
- Intencją komercjalizacji Żeglugi Szczecińskiej było doprowadzenie do stanu, w którym można będzie przekazać administrowane przez firmę nabrzeża przy Wałach Chrobrego miastu Szczecin - mówi wojewoda Robert Krupowicz, który doprowadził do przekształcenia firmy.
Port Gdynia: odernizacja Pirsu Południowego 25.10.2007.
Startuje kolejna istotna dla funkcjonowania gdyńskiego portu inwestycja. W ciągu najbliższych tygodni rozpocznie się gruntowna modernizacja położonego na terenie Morskiego Terminalu Masowego Gdynia Sp. z o.o. Pirsu Południowego.
Pirs Południowy nabrzeża Duńskiego przeznaczony jest do przeładunku płynnych ładunków masowych. W skład bazy obsługi chemikaliów wchodzi stanowisko obsługi zbiornikowca, rurociągi oraz stanowisko przeładunku cystern i przepompownia. Kosztem ok. 14 mln złotych zmodernizowana zostanie istniejąca konstrukcja pirsu, a linia cumownicza przedłużona zostanie poprzez wykonanie 3 nowych dalb. Wybudowana zostanie także przepompownia przeciwpożarowa dla ochrony stanowiska przeładunkowego. Zmodernizowany pirs będzie mógł obsłużyć statki o długości do 150 m, szerokości do 20 m i zanurzeniu 9,5 metra. Inwestycja ta znacząco przyczyni się do wzrostu możliwości przeładunkowych Portu Gdynia.
Dziennik Bałtycki: Komendant winny kolizji "Daru Młodzieży"
Prawomocne orzeczenie w sprawie uderzenia dnem żaglowca szkoleniowego "Dar Młodzieży", o skałę do którego doszło w lipcu 2001 roku, wydała w piątek Odwoławcza Izba Morska w Gdyni. Podtrzymane zostało rozstrzygnięcie, obarczające winą za to zdarzenie kpt. Marka Sz., ówczesnego komendata żaglowca, a potem wiceministra infrastruktury ds. gospodarki morskiej w rządzie Leszka Millera. Podczas feralnego wydarzenia, u wybrzeży Alesund, gdy na pokładzie "Daru Młodzieży" przebywało ponad 200 osób, Sz. miał nieprawidłowo prowadzić nawigację, a po otarciu się żaglowca o skałę zataić wypadek nie zglaszając go organom inspekcji morskiej. Tym samym naraził na niebezpieczeństwo uczestników rejsu. Sz. na ogłoszeniu orzeczenia nie pojawił się. Przebywa aktualnie w rejsie. Wcześniej zaprzeczał zeznaniom świadków i tłumaczył, że w sprawie wypadku został pomówiony. Utrzymywał, że środowisko morskie uknuło przeciwko niemu spisek za to, iż jako wiceminister infrastruktury dążył rzekomo do likwidacji Polskiego Rejestru Statków. (sz) - Dziennik Bałtycki
Gazeta Wyborcza: Rażące błędy kapitana
kaf 2007-10-25, ostatnia aktualizacja 2007-10-26 09:44
Do wypadku "Daru Młodzieży" w sposób zawiniony przyczynił się kpt. Marek Szymoński i norweski pilot, który rażąco niedbale pilotował jednostkę - brzmi wczorajsze orzeczenie Odwoławczej Izby Morskiej w Gdyni. Jej decyzja jest ostateczna.
O winie kpt. Marka Szymońskiego mówiło także zeszłoroczne orzeczenie Izby Morskiej, od którego Szymoński się odwołał. Wczorajsza decyzja Odwoławczej Izby Morskiej podtrzymuje zarzuty wobec kapitana nazywając je jeszcze ostrzej "rażącymi zaniedbaniami". - Przyczyną dotknięcia dna przez "Dar Młodzieży" była wadliwa nawigacja, brak ciągłego określania pozycji i stałej obserwacji. Do wypadku przyczynił się w sposób zawiniony kpt. Szymoński, który rażąco zaniedbał obowiązki, a także norweski pilot, który rażąco niedbale pilotował jednostkę - mówił wczoraj Witold Kuczorski, przewodniczący składu orzekającego. Decyzja OIM jest ostateczna i nie podlega zaskarżeniu.
Przypomnijmy, że sprawa pewnie nie wyszłaby na jaw, gdyby nie przegląd techniczny "Daru Młodzieży", który w 2003 r. ujawnił uszkodzenie dna jednostki. Tymczasem wypadek "Daru" przez prawie dwa lata był zatajony. W dzienniku okrętowym nie ma słowa na ten temat - ktoś wyrwał z niego kartki. Jedyna wzmianka znalazła się w dzienniku manewrowym.
Według świadków do zderzenia z podmorską skałą doszło u wybrzeży Norwegii, przy wyjściu z portu Alesund 25 lipca 2001 r., gdy jednostka z 200 osobami na pokładzie płynęła na paradę morską.
Portal Morski: Vroon Offshore Services podbija rynek śródziemnomorski Opublikowano: 25 października, 2007
Znany, północnoeuropejski operator floty offshore, Vroon Offshore Services, przejął kolejnego armatora, tym razem na nowym dla Vroona obszarze śródziemnomorskim. Holenderski armator przejął wszystkie udziały włoskiego armatora Società Armamento Lavori Marittimi (SALM) operującego na Adriatyku i Morzu Śródziemnym.
Portal Morski: Aker BioMarine szykuje się do krylowych żniw Opublikowano: 25 października, 2007
Aker BioMarine zlecił chorwackiej stoczni Victor Lenac przebudowę nowoczesnego trawlera Atlantic Navigator na nowoczesną jednostkę przeznaczoną do połowu i przetwórstwa kryla antarktycznego. W chorwackiej stoczni trawler zostanie przedłużony o 25 metrów, do długości 121 metrów i zostanie na nim zabudowana nowoczesna przetwórnia, pod nową nazwą, Antarctic Navigator, statek ma rozpocząc połowy w styczniu 2009. Statek – przetwórnia, został określony jako Life Science Faktory i będzie przeznaczony głownie do opracowywania i wdrażania nowoczesnych metod pozyskiwanie mączki i oleju krylowego. W ubiegłym roku Aker BioMarine ogłosił zamiar budowy specjalistycznego, 140 metrowego statku do połowów kryla, jednak dość szybko zrezygnowano z tego projektu na rzecz przebudowy trawlera Atlantic Navigator.
Kurier Szczeciński: Ustalono ile dorsza. Tylko 5 procent mniej
Raczej z tarczą wyszli polscy negocjatorzy ze spotkania ministrów rybołówstwa w Luksemburgu. Ustalono, że w 2008 r. na wschodnim Bałtyku będziemy mogli złowić tylko o 5 procent mniej dorsza.
Komisja Europejska każdego roku zmniejsza ilości tej ryby do odłowu, gdyż uważa, że grozi jej wytrzebienie. W lipcu wydała zakaz połowów dla polskich rybaków twierdząc, że już wiosną wykorzystali limit. Jednak niektórzy armatorzy nie podporządkowali się decyzji, a polski rząd tolerował nielegalne połowy dorszy.
Jednak z nieoficjalnych informacji wynika, że komisarz ds. rybołówstwa, Joe Borg, i ministrowie z krajów unijnych zgodzili się w Luksemburgu na mniejsze cięcia niż zapowiadano, a polscy negocjatorzy mieli opuścić spotkanie w dobrych nastrojach.
W przyszłym roku rybacy z krajów łowiących na wschodnim Bałtyku będą mogli złowić tylko o pięć procent mniej dorsza niż w 2007 r. Oznacza to, że do sieci będzie mogło trafić ponad 38,7 tys. ton, z czego ok. 10 tys. ton do ładowni polskich kutrów i łodzi. KE chciała zredukować kwotę aż 23 procent.
W zachodniej części Bałtyku, gdzie Polacy łowią o wiele mnie dorszy, kwoty mają się zmniejszyć o 28 proc. (KE proponowała 33 proc.). Oznacza to do odłowu 19, 2 tys. ton tej ryby.
Zmniejszono również liczbę dni połowowych. I tak na wschodnim Bałtyku będzie ich mniej o 20 procent, czyli 178, a na zachodnim o 10 proc.mniej, czyli 223. Zredukowano także o 15 proc. kwotę łososi. Wszyscy bałtyccy rybacy będą mogli ich złowić łącznie 364 392 sztuki. Natomiast zezwolono na odłów ponad 454 tys. ton szprotów, czyli tyle samo co w 2007 r. W 2008 r. do sieci będzie mogło trafić na całym Bałtyku o 15 procent mniej płastug (kwota - 3,2 tys. ton).
W zależności od akwenu zredukowano też ilość śledzi - od 4,5 do 10 proc. Tylko na Bałtyku wschodnim limit zwiększono aż o 15 proc. (kwota - 152,6 tys ton). Na całym Morzu Bałtyckim do odłowu będzie ponad 320 tys. ton tej ryby.
Nie wiadomo, jak potoczy się spór o dorsza między Polską a Brukselą. W najgorszym wypadku prognozuje się, że przepołowione ryby mogłyby być odjęte naszym rybakom od limitów przyznanych na lata następne. Na razie jednak Bruksela wysyła listy z ostrzeżeniami i czeka na uformowanie się nowego rządu. (kl)
Gazeta Wyborcza: Dorsze zostaną policzone, a rybacy nie będą ukarani?
kar, PAP 2007-10-25, 14:21
Polscy rybacy nie zostaną ukarani za przekroczenie kwot połowowych dorsza - poinformował w czwartek minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk. Według szefa resortu, Polska ma ponownie przeliczyć wyłowione dorsze i jeżeli okaże się, że przekroczenie jest niewielkie, to o tę wielkość zostanie pomniejszony przyszłoroczny limit połowu dorszy. Gróbarczyk powiedział na konferencji prasowej, że Komisja Europejska wyraziła zgodę na powołanie specjalnej komisji, która ma przeanalizować szacunki zasobów dorsza w Bałtyku oraz sposób prowadzenia sprawozdawczości połowów w krajach bałtyckich. Jak podkreślił minister, Polska postuluje odejście od kwot połowowych i wprowadzenie w zamian kryterium ilości statków i dni połowowych przy pełnej kontroli wyładunku ryb. Około 120 przedstawicieli Związku Rybaków Polskich (ZRP) protestowało w czwartek przed warszawskim hotelem Polonia, w którym obradowała Regionalna Rada Doradcza Morza Bałtyckiego (BS RAC). Rybacy protestowali przeciwko obowiązującemu do końca roku unijnemu zakazowi połowu dorsza oraz żądali powołania na szczeblu Unii Europejskiej niezależnej komisji, która zbada rzeczywistą liczebność stada dorsza w Bałtyku. Manifestanci przynieśli ze sobą flagi i transparenty z napisami m.in. "Żądamy Komisji ds. Bałtyku", "Pozwólcie żyć polskim rybakom". Pikieta zakończyła się kilka minut przed godziną 14.00.
Rzeczpospolita: Rybacy nie będą ukarani za przekroczenie kwot połowowych
25-10-2007, ostatnia aktualizacja 25-10-2007 13:29
Polscy rybacy nie zostaną ukarani za przekroczenie kwot połowowych - poinformował minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk. Według szefa resortu, Polska ma ponownie przeliczyć wyłowione dorsze i jeżeli okaże się, że przekroczenie jest niewielkie, to o tę wielkość zostanie pomniejszony przyszłoroczny limit połowu dorszy. Gróbarczyk powiedział na konferencji prasowej, że Komisja Europejska wyraziła zgodę na powołanie specjalnej komisji, która ma przeanalizować szacunki zasobów dorsza w Bałtyku oraz sposób prowadzenia sprawozdawczości połowów w krajach bałtyckich. Jak podkreślił minister, Polska postuluje odejście od kwot połowowych i wprowadzenie w zamian kryterium ilości statków i dni połowowych przy pełnej kontroli wyładunku ryb. Źródło : PAP
Dziennik: Nowe limity dla rybaków na Bałtyku
2007-10-23 21:20
Unia każe nam łowić jeszcze mniej dorszy
Polscy rybacy znów dostali po nosie. Unia Europejska jeszcze bardziej obniżyła limity połowowe na Bałtyku. Na domiar złego, rybakom i polskiemu rządowi może się dostać za przekroczenie tegorocznego limitu odławiania dorszy. Komisja Europejska uruchomiła już przeciwko Polsce postępowanie w tej sprawie. Ministrowie do spraw rybołówstwa krajów członkowskich UE zdecydowali, że limit połowów dorszy na Bałtyku Wschodnim w przyszłym roku będzie zmniejszony o 5 proc. Dla polskich rybaków przypada 10,25 tys. ton, przy jednoczesnym ograniczeniu dni połowowych o 20 proc., czyli do 178 dni - uzgodnili w Luksemburgu ministrowie.
Na Bałtyku Zachodnim kwoty połowowe dorszy będą jeszcze mniejsze - Unia obniżyła limity o 28 proc., a liczbę dni połowowych ograniczyła o 10 proc. To oznacza, że polscy rybacy będą mogli tam przez 223 dni wyłowić zaledwie 2,24 tys. ton dorsza.
Jednocześnie Komisja Europejska wszczęła przeciwko Polsce postępowanie za łamanie zakazu połowów dorszy na Bałtyku Wschodnim - poinformował unijny komisarz ds. rybołówstwa Joe Borg. List w tej sprawie został już wysłany do polskiego rzadu. Mamy miesiąc na odpowiedź. Wysłanie listu to pierwszy etap procedury za naruszenie przepisów, która swój finał może znaleźć przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu. Violetta Baran
MW: I Międzynarodowa Konferencja Naukowo-Techniczna. Technika i uzbrojenie morskie
Systemy uzbrojenia rakietowego, artyleryjskiego, broni podwodnej, nawigacja i bezpieczeństwo morskie – to tylko niektóre poruszane zagadnienia odbywającej się po raz pierwszy Konferencji Naukowo-Technicznej nt. techniki i uzbrojenia morskiego. Organizatorem konferencji jest Wydział Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego Akademii Marynarki Wojennej oraz Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Centrum Techniki Morskiej. Konferencja potrwa trzy dni, od środy do piątku, 24-26 października. Celem konferencji jest prezentacja osiągnięć z zakresu wojskowej techniki morskiej i uzbrojenia morskiego, wymian doświadczeń, nawiązanie bezpośrednich kontaktów i współpracy w rozwiązywaniu aktualnych i perspektywicznych potrzeb Marynarki Wojennej. W trakcie spotkań poruszane będą zagadnienia z zakresu systemów uzbrojenia rakietowego i artyleryjskiego, systemów uzbrojenia broni podwodnej, nawigacji i bezpieczeństwa morskiego, systemów dowodzenia i zarządzania, kompatybilności elektromagnetycznej oraz przeprowadzone będą treningi, symulacje i szkolenia. Honorowy patronat nad konferencją objęli: dowódca Centrum Operacji Morskich kontradmirał Ryszard Demczuk, komendant Akademii Marynarki Wojennej kontradmirał Czesław Dyrcz, komendant Morskiego Oddziału Straży Granicznej komandor Piotr Stocki oraz prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.Więcej na stronach Akademii Marynarki Wojennej.
Dziennik Bałtycki: PO wymiecie PiS-owców. Stocznie, port w Gdyni i Energa pójdą na początek
Andrzej Jaworski nie dostał się do Sejmu, czy teraz straci stanowisko prezesa w Stoczni Gdańsk?
Szykuje się kolejna karuzela na stanowiskach w pomorskich spółkach Skarbu Państwa. Platforma Obywatelska zapowiada, że będzie odwoływać prezesów, członków rad nadzorczych i dyrektorów, którzy stołki dostali z politycznego klucza PiS. Posady stracić może przynajmniej kilkadziesiąt osób.
W ciągu ostatnich dwóch lat politycy PiS zapowiadali, że odbiorą "układowi" państwowe spółki, a stanowiska kierownicze i nadzorcze obsadzą fachowcami. Dziwnym trafem jednak do spółek trafiały osoby blisko związane z partią rządzącą. Teraz PO chce przywrócić "normalność".
Przemysław Marchlewicz, działacz PiS i prezes portu
- Trzeba jak najszybciej przywrócić we wszystkich spółkach Skarbu Państwa elementarny porządek. Stanowiska będą obsadzane nie z klucza politycznego, a liczyć się będą przede wszystkim kompetencje menedżerów - mówi Sławomir Nowak, poseł Platformy Obywatelskiej.
- Nie podchodzimy do tego w sposób polityczny. Za nami nie stoi tłum wygłodniałych ludzi czekających na ciepłe posadki. Nie traktujemy zwycięstwa w wyborach jako łupu dla Platformy. Jednak uważam, że trzeba rozliczyć wszystkich menedżerów obsadzonych z klucza politycznego. Wszyscy, którzy w ten sposób zdobyli stołki powinni sami odejść - dodaje jego partyjny kolega Tadeusz Aziewicz.
Kto będzie pierwszy na celowniku? Prezesi Zarządu Morskiego Portu Gdynia, Stoczni Gdynia i Stoczni Gdańsk.
Portem zarządza Przemysław Marchlewicz, były sopocki radny PiS, wiceprezes Agencji Rozwoju Pomorza, kandydat PiS do Sejmu w wyborach w 2005 r., który wcześniej nie był związany z gospodarką morską. Próbowaliśmy skontaktować się z prezesem, ale do końca tygodnia nie będzie go w firmie.
Następni do odwołania są szefowie obu stoczni. Kandydaci z listy PiS w ostatnich wyborach.
- Mam nadzieję, że prezesi Stoczni Gdyni i Stoczni Gdańsk, będą mieli na tyle godności i sami odejdą ze stanowisk. Jednak nic nie zostanie zapomniane. Ci ludzie powinni pamiętać o tym, że nie mogą zostawić za sobą spalonej ziemi i nie ponieść żadnych konsekwencji - dodaje Aziewicz.
Kazimierz Smoliński prezes Stoczni Gdynia to pochodzący z Tczewa prawnik, regionalny działacz PiS. Za jego kadencji w spółkach zależnych od stoczni m.in. Euro - Rusztowania i Europartner pracę znalazło wielu regionalnych działaczy PiS. Wczoraj był w delegacji.
Z odwołaniem Andrzeja Jaworskiego ze stanowiska prezesa Stoczni Gdańsk Platforma może jednak nie zdążyć. Firmę w grudniu przejmie całkowicie ISD Polska i to ona będzie decydować o kierowniczych stanowiskach. Dodatkowo za prezesem murem stoi zakładowa "Solidarność", która na poniedziałek zapowiada pikietę przed Urzędem Marszałkowskim. Jaworski, który nie dostał się do Sejmu z listy PiS z wykształcenia jest etnologiem.
- Są duże wątpliwości dotyczące nadzoru właścicielskiego ze strony Agencji Rozwoju Przemysłu nad Stocznią Gdańsk. Tak samo trzeba zbadać relacje pomiędzy ministrem gospodarki a Komisją Europejską. Należy też zbadać, jaki nadzór nad firmą sprawowała rada nadzorcza Stoczni Gdańsk. Czy rzeczywiście właściwe było powołanie na stanowisko prezesa Andrzeja Jaworskiego i płacenie mu miesięcznie 35 tys. zł. Czy nie było innych kandydatur? - pyta Aziewicz.
Największe zmiany kadrowe czekają jednak Energę i spółki od niej zależne. PO zapowiedziała, że odwołana zostanie prezes Energi SA Barbara Klimiuk. W jej ślady pójdzie wiele osób. Piotr Zwara, zastępca dyrektora generalnego ds. administracyjnych Energa Operator oddział w Gdańsku, stanowisko zdobył jako radny PiS z Sejmiku Pomorskiego i bliski współpracownik Jacka Kurskiego. Mariusz Pankowski, gdański radny PiS już niedługo prawdopodobnie nie będzie wiceprezesem zarządu Energi Zakład Oświetlenia w Sopocie. Robert Kujawski, były szef biura poselskiego posłanki Jolanty Szczypińskiej, straci zapewne stanowisko prezesa spółki zależnej Enbud. To tylko cztery nazwiska, a jest ich znacznie więcej. Energa ma bowiem 44 spółki zależne. Zarząd powoływał ich rady nadzorcze, a te z kolei zarządy poszczególnych spółek.
- Ważne jest, aby zbadać też nadzór właścicielski nad Energą. Tym wszystkim zajmie się już niedługo Najwyższa Izba Kontroli - dodaje Aziewicz.
Kto nie straci stanowiska? Platforma zapowiada, że fachowcy. Spokojny raczej może być Stanisław Cora, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdańsk, od wielu lat związany z portem i gospodarką morską. Pewny stanowiska może być za to Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos, który jako jedyny szef strategicznej firmy ostał się na fotelu za rządów PiS. Jak się dowiedzieliśmy ma pełne poparcie Platformy.
Kiedy zacznie się "czystka"?
- O obsadzaniu stanowisk zdecyduje minister skarbu, tak że musimy poczekać na jego mianowanie - dodaje poseł Nowak.
W gabinecie cieni PO kandydatem na ministra skarbu jest Jan Wyrowiński. O swojej kandydaturze nie chce się na razie wypowiadać.
- Najpierw musimy stworzyć koalicję, następnie rząd. Myślę, że stanie się to już w połowie listopada. Wtedy będziemy mogli porozmawiać o szczegółach - mówi.
Jak chce wyłaniać prezesów spółek Skarbu Państwa?
- Proponowałem nawet, aby poszukiwaniem nowych kandydatów zajęły się profesjonalne firmy headhunterskie - mówi Wyrowiński. - Następnie takie kandydatury byłyby przedstawiane w odpowiednim departamencie. Podstawowym kryterium ma być wiedza i doświadczenie oraz kompetencje. Należy też zmienić ustawę kominową, tak aby naprawdę dobrzy menedżerowie dostawali odpowiednie wynagrodzenie.
Czy tak będzie? Czy PO nie obsadzi stołków z klucza, okaże się niebawem. W końcu posada w spółkach Skarbu Państwa to lukratywna okazja. Wynagrodzenie prezesa lub członka zarządu to ok. 10 tys. zł miesięcznie. Członek rady nadzorczej dostaje natomiast 1,5 - 2 tys. zł za posiedzenie.
Spółki Skarbu Państwa to nie wszystko. Karuzela na fotelach czeka też urzędy. W ubiegłym roku Ministerstwo Finansów w całym kraju hurtowo odwołało dyrektorów urzędów celnych i izb skarbowych. Na Pomorzu ze stanowiskiem dyrektora Izby Skarbowej w Gdańsku pożegnał się Janusz Zemła. Jego obowiązki przejęła Marta Sowa. W sierpniu nowym dyrektorem Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku został Adam Franciszczak z Torunia. Dotychczasowa dyrektor UKS, Danuta Chmielewska, została odwołana ze stanowiska. Ministerstwo Finansów nie podało powodu takiej decyzji.
Do odzyskania są także lokalne oddziały agencji rolnych, niegdyś przejętych przez działaczy Samoobrony. Te jednak najprawdopodobniej trafią w ręce polityków PSL, przyszłego koalicjanta PO.
Właścicielem kilkudziesięciu firm państwowych jest też wojewoda. Kto nim będzie i jakie zmiany wprowadzi?
Jacek Klein, Robert Kiewlicz - Dziennik Bałtycki
Kurier Szczeciński: Eurovia wycofała pozew. S3 wychodzi z sądu
Prawdopodobnie do 15 listopada Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisze z firmą Kirchner umowę na budowę odcinka drogi ekspresowej S3 od węzła Klucz do węzła Pyrzyce. Jest to już możliwe, gdyż firma Eurovia wycofała z sądu swój pozew, w którym zakwestionowała wynik przetargu na wybór wykonawcy.
- Umowa musi przejść jeszcze przez kontrolę uprzednią Urzędu Zamówień Publicznych, a później Ministerstwa Transportu - powiedział Grzegorz Dziedzina z zachodniopomorskiego oddziału GDDKiA w Szczecinie. - Jeśli będzie ciepło, to prace ruszą jeszcze w tym roku.
Pierwszy odcinek od węzła Klucz do węzła Pyrzyce liczyć będzie 28,2 km. Kontrakt obejmie również budowę na tej części S3 trzech węzłów: Klucz - na skrzyżowaniu z autostradą A6, Gryfino - w rejonie Gardna oraz węzeł Pyrzyce na skrzyżowaniu z drogą wojewódzką nr 122. Koszt budowy tego fragmentu S3 wyniesie prawie 667 mln zł.
Przypomnijmy, że w budowie jest już odcinek S3 między Pyrzycami a Myśliborzem. Przedsięwzięcie realizuje Budimex-Dromex. Wybór trzeciego odcinka od Myśliborza do Gorzowa nadal kwestionuje wspomniana już Eurovia. Sąd zajmie się sprawą 5 listopada. (r.c.)
Port Gdynia : Wizyta z norweskiego MSZ 25.10.2007
19 października 2007 roku z roboczą wizytą w Porcie Gdynia gościł pan Lars Erik Hauge, przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych Królestwa Norwegii. Celem wizyty było zapoznanie się z miejscem realizacji projektu NMF05.PL0065 "Wzmocnienie morskiego przejścia granicznego w Porcie Gdynia - System monitoringu bezpieczeństwa portu" współfinansowanego ze środków Norweskiego Mechanizmu Finansowego. Pan Lars Erik Hauge zapoznał się z historią, bieżącym funkcjonowaniem oraz planami rozwojowymi gdyńskiego portu. Najistotniejszą częścią wizyty była prezentacja technicznych aspektów instalacji kamer, a także stan zaawansowania i dalsze plany realizacji projektu monitoringu portu.
2007-10-26 Piątek
Kurier Szczeciński: Platforma przejrzy energetyczne projekty. Gazoport zagrożony?
Czy Platforma Obywatelska, która w Zachodniopomorskiem dostała wielkie poparcie w wyborach, zabierze regionowi gazoport? Adam Szejnfeld, prominentny polityk tej partii, stwierdził wczoraj, że "pojawiły się pewne wątpliwości" i PO przyjrzy sie lokalizacji tego terminalu w Świnoujściu, a także inwestycji rządu PiS w projekty norweskie. - To niebezpieczna zapowiedź. Oznacza podawanie w wątpliwość całej idei dywersyfikacji dostaw i w ten sposób bezpieczeństwa energetycznego kraju - mówi z niepokojem Joachim Brudziński, sekretarz generalny PiS.
- Do polityki energetycznej nie będziemy podchodzić ideologicznie, lecz pragmatycznie - powiedział wczoraj PAP Szejnfeld, który w gabinecie "cieni" PO odpowiadał za kwestie gospodarcze. - Nie kwestionujemy potrzeby budowy terminala. Chodzi jednak o to, że nie ma zaawansowanych rozmów z potencjalnymi dostawcami surowca do gazoportu - stwierdził Szejnfeld.
Według niego, inną kwestią jest jednak lokalizacja gazoportu w Świnoujściu. - Pojawiły się pewne wątpliwości, ale musimy zobaczyć dokumentację. Jeśli uznamy tę lokalizację za słuszną, nie będziemy jej ruszać - powiedział Szejnfeld.
Dla Sławomira Nitrasa, posła PO, wyciąganie wniosków o zagrożeniu dla lokalizacji w Świnoujściu, to "nadinterpretacja". - Nie wiem, czy Adam Szejfeld dokładnie to miał na myśli - powiedział "Kurierowi".
Przypomnijmy, że przed wyborami posłanka PO z Trójmiasta, Anna Zielińska-Głębocka, zapowiadała w tamtejszej prasie, że jeśli jej partia przejmie władzę, to postara się zmienić decyzję o lokalizacji na rzecz Gdańska.
Wypowiedzią Szejnfelda zaskoczony jest wojewoda zachodniopomorski Robert Krupowicz. - Przypomnę, że gazoport w Świnoujściu to także osiągnięcie posłów PO z regionu. Nadal wierzę w ich deklaracje. Powinni zrobić wiele, aby decyzje rządu Jarosława Kaczyńskiego zostały podtrzymane - mówi wojewoda. - Podejrzewam jednak, że mamy do czynienia z powrotem do akcji lobby gdańskiego.
Wypowiedź polityka Platformy skrytykował nawet Michał Łuczak (PO), przewodniczący Sejmiku Zachodniopomorskiego.
- Nie wiem, czy akurat pan Szejnfeld powinien "przyglądać się" planom budowy gazoportu. Powinien to raczej zrobić minister gospodarki. Uważam, że wielu decyzjom gospodarczym tego nieudolnego rządu jakim był rząd PIS-u należy się przyjrzeć. Nie wydaje mi się jednak, by w tym przypadku było to zasadne. Decyzja o budowie gazoportu w Świnoujściu jest decyzją merytoryczną, a nie ideologiczną. Próby podważenia tej decyzji są bezsensowne i karkołomne. Jeżeli nadal podważana będzie lokalizacja terminalu w Świnoujściu, posłowie PO z regionu nie pozostaną na to obojętni - dodał przewodniczący Sejmiku Zachodniopomorskiego.
Przewodniczący Łuczak dodał jednak, że cieszy go deklaracja jego partyjnego kolegi, że ważne będzie jedynie kryterium merytoryczne, a nie ideologiczne. Dla M. Łuczaka decyzja o przeniesieniu gazoportu do Gdańska byłaby właśnie decyzją ideologiczną. Przewodniczący przyznał, że wypowiedź Szejnfelda wprowadza niepotrzebny zamęt.
- Ewentualna rewizja decyzji energetycznych PiS byłaby deja vu - ostrzega Joachim Brudziński (PiS). - Przypomnę, że decyzje co do norweskiej rury unieważniono po dojściu do władzy SLD. Teraz znów zaczyna dominować naiwna wiara, że w globalnej polityce i gospodarce bezpieczeństwo energetyczne to kwestia rynku. Będę w tej sprawie interweniował - deklaruje Brudziński.
Decyzję o lokalizacji terminalu LNG podjęto nie na podstawie decyzji politycznej, lecz ekspertyz niezależnej firmy wybranej w przetargu. Od samego początku wiadomo było, że Świnoujście ma więcej atutów niż Gdańsk. Przed podjęciem decyzji o lokalizacji gazoportu w Świnoujściu to właśnie o gdańskiej lokalizacji mówiło się, że jej atutem jest "polityka". (kl. rc)
Portal Morski / Dziennik Bałtycki: Miasto w porcie - port na morzu Opublikowano: 26 października, 2007
Nowoczesny, wielofunkcyjny kompleks miejski z marinami jachtowymi i przystaniami statków wycieczkowych... W nadchodzących dziesięcioleciach lewobrzeżny rejon wewnętrznego, starego portu gdańskiego nad Martwą Wisłą przestanie pełnić funkcje portowe.
- Nasz port będzie rozwijał się w kierunku północnym, na terenach zarefulowanych, czyli powstałych w wyniku usypywania na morzu, z urobku pogłębiarskiego, sztucznych półwyspów - zapowiada Stanisław Cora, prezes Zarządu Morskiego Portu Gdańsk SA. - Tak przewiduje opracowana przez nas strategia jego rozwoju w XXI wieku. Pomiędzy dzisiejszym wejściem portowym a Bazą Przeładunków Paliw w Porcie Północnym zbudowany zostanie nowy, wielki Port Centralny. W rozbudowywanym Porcie Północnym i w Porcie Centralnym powstaną nowe terminale kontenerowe, masowe i promowe. Tam też mają być przenoszone sukcesywnie z lewobrzeżnego portu wewnętrznego rejony przeładunkowe. Kolejno zwalniane tereny portowe powinno przejmować miasto, któremu ich brakuje. Zwłaszcza że Gdańsk musi się rozwijać. Leży między morzem a wzgórzami morenowymi, co wymusza rozbudowę wzdłuż wybrzeża.
Prezes Cora nie ukrywa, że zwolnione grunty będą przeznaczone do sprzedania z prawem wieczystego użytkowania. Są położone na niezwykle atrakcyjnym obszarze nadmorskim, przylegającym do Martwej Wisły, a z drugiej strony - do gruntów, na których planuje się zbudowanie kompleksu sportowego Baltic Arena. Dziś tereny portowe o powierzchni 120 ha mają szacunkową wartość około 135 mln zł. Za dziesięć, dwadzieścia lat cena gruntów poportowych znacznie wzrośnie. Pieniądze z ich sprzedaży pozwoliłyby na częściowe sfinansowanie budowy Portu Centralnego.
Pozyskanie przez miasto nowych terenów umożliwi zbudowanie na nich nowej dzielnicy portowej, złożonej z kompleksów biurowo-handlowo-usługowych, apartamentowców, hoteli, centrów wystawienniczych, obiektów sportowo - rekreacyjnych i przystani jachtowych. Tak jest w dużych, portowych miastach zachodnioeuropejskich, w których na obszarach po starych portach i stoczniach powstają najdroższe dzielnice. W Hamburgu na 155 hektarach poportowych powstaje dzielnica HafenCity.
- Duża część dawnego portu przekształca się w centrum kulturalno- turystyczne i mieszkaniowe - opowiada Jerzy Litwin, dyrektor Centralnego Muzem Morskiego w Gdańsku. - To wielki plac budowy. Jeden ze starych, wielkich magazynów portowych jest właśnie przebudowywany na międzynarodowe muzeum morskie. W obrębie portu funkcjonują już muzeum straży celnej z cumującym przy nabrzeżu statkiem inspekcyjnym, muzeum urządzeń portowych i portowej straży pożarnej ze statkami pożarniczymi. Cumuje tam też duży statek muzeum „Kapitan San Diego“. Spichlerze i magazyny portowe przebudowuje się na centra handlowe, wielopoziomowe parkingi, bary i restauracje. Przy nabrzeżach zlokalizowane są stanowiska cumownicze dla wielkich wycieczkowców oraz przystanie dla jachtów i statków spacerowych, pływających po wodach portowych.
Portal Morski / Dziennik Bałtycki: Hotele zamiast starych magazynów w Gdyni Opublikowano: 26 października, 2007
Zamiast hal, w których przetwarzano ryby na konserwy, oraz magazynów wybudowanych w latach 50. ubiegłego wieku na Molu Rybackim, należącym do firmy Dalmor w Gdyni, powstanie nowoczesne centrum handlowo- usługowe. Takie są plany, bo Przedsiębiorstwo Połowów, Przetwórstwa i Handlu "Dalmor", zgodnie z przyjętą strategią rozwoju, stawia na działalność deweloperską. Zgodę na to wydało Ministerstwo Skarbu Państwa.
- Z całą pewnością nie sprzedamy tego terenu - zapewnia Krzysztof Lerch, dyrektor handlowy Dalmoru. - Nie będzie też zmieniona nazwa tego miejsca. Teren, którym dysponujemy na Molu Rybackim, leży w bardzo atrakcyjnym punkcie miasta i jego wartość rynkowa rośnie z miesiąca na miesiąc. Zamierzamy wejść we współpracę z różnymi firmami, które będą zainteresowane budowaniem na molu. Na czym będzie polegała ta współpraca nie chcę mówić, ponieważ jest na to za wcześnie, a poza tym jest to tajemnica handlowa.
Molo Rybackie to teren sąsiadujący z Molem Południowym i Skwerem Kościuszki, czyli centrum miasta, które jest najczęściej odwiedzanym miejscem przez mieszkańców i turystów. Jest to tzw. pirs, czyli portowa budowla w postaci sztucznego półwyspu wchodzącego w głąb Zatoki Gdańskiej. Teraz najważniejsze jest uchwalenie planu zagospodarowania przestrzennego dla tej części miasta.
- Uchwaleniem tego planu zajmiemy się jeszcze w tym roku - zapewnia Marek Stępa, wiceprezydent Gdyni. - Do tej pory nie interesowaliśmy się tą częścią miasta pod kątem inwestycji, ponieważ spełniała funkcję przemysłową. Teraz, po decyzji Ministerstwa Skarbu Państwa, które jest właścicielem Dalmoru, architekci miejscy muszą opracować koncepcję zagospodarowania tego terenu. Co się będzie znajdować na Molu Rybackim - tego jeszcze nie wiem. Jestem jednak pewny, że musi być to przestrzeń, z której będą mogli korzystać wszyscy mieszkańcy. Tak więc nie może tam być osiedla mieszkaniowego dla wybranych, natomiast bardzo chętnie widziałbym tam teren rekreacyjny z restauracjami, klubami, kinem, a może nawet teatrem. W każdym razie bardzo dobrze się stanie, gdy Gdyni przybędzie takie eleganckie miejsce.
A jak przyszłość Mola Rybackiego widzą gdyńscy architekci?
- Ten teren powinien być związany z użytkowaniem morskim - twierdzi Maria Jolanta Sołtysik, architekt. - Wyobrażam sobie, że przy nabrzeżu cumują jachty, a wokół jest mnóstwo zieleni. I jeszcze jeden, może najważniejszy warunek. Molo Rybackie powinno zostać tak zagospodarowane, żeby każdy mógł po nim swobodnie spacerować. Ten teren może bardzo dobrze przysłużyć się do rozwoju turystyki morskiej. Warunkiem są eleganckie hotele i zaplecze restauracyjne. Idealnie byłoby gdyby budynki stawiane na tym terenie nie były zbyt wysokie. Powinny też być różnorodne pod względem architektonicznym tak, żeby zabudowa nie była nudna.
Zabudowa Mola Rybackiego za trzy lata
Molo Rybackie, razem ze Skwerem Kościuszki i Molem Południowym, to najbardziej atrakcyjne tereny w Gdyni dla deweloperów. Molo Rybackie ma 22 hektary powierzchni, a szacunkowa wartość rynkowa tego terenu wynosi około 200 mln złotych. Prawdopodobnie za trzy lata rozpocznie się budowa. Mariusz Jabłoński
Portal Morski / Dziennik Bałtycki:Tragiczny wypadek w gdyńskiej stoczni Opublikowano: 26 października, 2007
W środę (24.10) na terenie Stoczni Gdynia zginął 56 – letni mężczyzna. Wieczorem koledzy mężczyzny zgłosili jego zaginięcie. Okazało się, że 56 – letni pracownik został przygnieciony metalową płytą. Prawdopodobnie w momencie kiedy chciał sprawdzić numery elementów konstrukcyjnych statku doszło do wypadku. Według wstępnej opinii mężczyzna zginął na miejscu. Ciało zostało przewiezione do Zakładu Medycyny sądowej, gdzie zostanie ustalona dokładna przyczyna śmierci. klima
Rzecz Kołobrzeska: 5,5 mln euro na plażę
Miasto Kołobrzeg i Urząd Morski w Słupsku dostanie na ratowanie kołobrzeskich plaż aż 5,5 mln euro. Wniosek oba urzędy skierowały dwa lata temu. Za jego sprawa Kołobrzeg w latach 2007-2013 ma odzyskać plażę.
- Tak się jakoś składało, że dofinansowanie dostawały projekty urzędów w Szczecinie i Gdyni, a Słupsk i w tym wypadku Kołobrzeg, był pomijany - powiedział podczas konferencji prasowej w Kapitanacie Portu Kołobrzeg poseł PiS Czesław Hoc. - Tym razem udało się, bo doceniono ponadregionalny charakter projektu.
Kołobrzeska inwestycja znalazła się na liście projektów wskazanych przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko jako pewne. W latach 2007-2013, rewitalizacja wschodniej, kołobrzeskiej plaży i odbudowa brzegu morskiego pochłonie aż 10 mln euro. Brakujące 4,5 mln euro to problem samorządu i słupskiego UM. Jerzy Sulżycki, zastępca dyrektora do spraw technicznych w UM w Słupsku, zapowiada, że większą część tej kwoty zamierza uzyskać w kolejnych latach z budżetu państwa...
Rzecz Kołobrzeska: Plan na port handlowy
– Renesans portu handlowego? To całkiem możliwe. Władze PŻB przygotowują plan, który ma pomóc w realizacji tego zamierzenia.
Prezes Zarządu PŻB S.A. Jan Warchoł na razie nie chce zdradzać zbyt wielu szczegółów. Ostrożność tłumaczy dobrem sprawy. Wiadomo jednak, że spółka zastanawia się nad możliwością wydzierżawienia terenu portu handlowego podmiotom zewnętrznym. – Jesteśmy dopiero na początku drogi. Staramy się budować pozytywny klimat wokół pomysłu. Są określone uwarunkowania, które musimy uwzględniać. Ostateczną decyzję podejmie Ministerstwo Skarbu. Nam chodzi głównie o to, by port handlowy zaczął w końcu przynosić zyski.
Teren PŻB, który miałby zostać wydzierżawiony to w sumie 80 tys. metrów kwadratowych, plus infrastruktura techniczna. Umowa nie będzie obejmować budynków administracyjnych należących do spółki, części przewidzianej pod budowę terminala pasażerskiego wraz z parkingiem oraz miejscem, w którym zaplanowano przebieg obwodnicy, a także placu przylegającego do budynku przy ul. Portowej, wstępnie planowanego pod funkcje turystyczne. Okres dzierżawy miałby potrwać od 10 do 30 lat.
Do PŻB już zgłosił się pierwszy oferent. Firma Rentrans Cargo ze Szczecina chciałaby rozwijać przeładunek drobnicowy. – W Kołobrzegu już działamy jako spedytorzy – mówi dyrektor ds. rozwoju Jannis Furkiatis. - Interesuje nas dzierżawa. Mamy towar, w branży panuje dobra koniunktura. W grę wchodzi tylko drobnica, a więc papier, celuloza, wyroby hutnicze, blacha. Jak zaznacza dyrektor, roczna wartość przeładunków na poziomie 200 tys. ton jest możliwa do osiągnięcia...
Nasze Miasto.Słupsk: Pomorze. Rybcy protestują przeciwko zakazowi połowu dorsza
W proteście przeciwko zakazowi połowu dorsza rybacy pod koniec września zablokowali port morski w Ustce.
Wczoraj przez cały dzień rybacy pikietowali przed siedzibą Komisji Europejskiej w Warszawie. Chcieli w ten sposób powiedzieć unijnym urzędnikom, że nie zakończyli walki o połowy dorsza i zniesienie unijnego zakazu połowu tej ryby.
Jednocześnie w Luksemburgu trwa spotkanie ministrów gospodarki morskiej państw Unii Europejskiej. Ministrowie debatują o wspólnej gospodarce rybackiej na Bałtyku. Mówią również o problemach z połowem dorsza. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że na spotkaniu mają zapaść decyzje dotyczące limitów połowowych przyznawanych na przyszły rok. Pikieta pod siedzibą Komisji Europejskiej to nie pierwszy protest polskich rybaków przeciwko unijnemu zakazowi połowu dorsza wprowadzonemu w lipcu tego roku. 16 września kilkaset jednostek rybackich w ramach protestu na kilka godzin zablokowało porty morskie w Gdyni, Kołobrzegu i Ustce. Później część armatorów na znak protestu wyszło w morze na połowy dorsza. Z informacji jakie posiadamy złowiono łącznie 15 ton dorsza, a kontrolerzy rybaccy na nielegalnym połowie tej ryby przyłapali ponad 40 jednostek. Żadnej z nich jednak nie ukarano. Później rybacy wspólnie z górnikami zrzeszonymi w związkach zawodowych "Sierpień 80" pojechali do Warszawy protestować przeciwko zakazowi. Przed siedzibą komisji wysypali ponad 250 kilogramów głów dorsza. - Aby udowodnić unijnym urzędnikom, że w Bałtyku jest dorsz przywieźliśmy trochę rybich głów i wnętrzności do Warszawy - krzyczał podczas wysypywania pod siedzibą Komisji Europejskiej 250 kilogramów rybich odpadów Jerzy Wysoczański, prezes Związku Rybaków Polskich. - Zapewniam, że ryba została złowiona już po wprowadzeniu unijnego zakazu połowu. Teraz rybacy do Warszawy wracają aby przypomnieć o swoim problemie. W tym samym czasie w Luksemburgu ministrowie gospodarki morskiej będą debatowali o problemach z dorszem. Polska delegacja ma własne pomysły na rozwiązanie problemu. HUBERT BIERNDGARSKI - NaszeMiasto.pl
NIE: Kto zwędził dorsza
Pierwsza polska bitwa morska.
Gdyby żaden złośliwy przypadek nie przeszkodził wylęgnięciu się ryb ze wszystkich jaj, a każda ryba osiągnęła dojrzałość, w 3 lata morze wypełniłoby się po brzegi tak, że można by przejść przez Atlantyk suchą nogą po dorszowych grzbietach. Dorsz jest bowiem płodny. Odporny na choroby i zimno. Żywi się prawie wszystkim – co nadaje się do zjedzenia – łącznie z innymi dorszami. Szukający płytkich wód i podpływający blisko brzegu był modelową rybą nadającą się do gospodarczego wykorzystania – tak w „Wielkim słowniku kulinarnym” przed 150 laty pisał Aleksander Dumas.
Nic się nie zmieniło, poza tym że owych „złośliwych przypadków” jest w życiorysach dorszy bajecznie dużo. Samica składa około 9 milionów jaj, z których każde mogłoby skończyć się dorszowym istnieniem. Niestety do wieku dorosłości dotrwają tylko 2 osobniki. Dorsz przez stulecia był też bydlęciem wielce konfliktogennym, o czym zresztą nie miał nawet pojęcia. W historii odnotowano 12 wojen dorszowych. Obecnie świadkujemy kolejnej, w której dręczeni są polscy rybacy. Powodem jest niespodziewany zakaz połowu dorsza nałożony na Polskę przez Komisję Europejską ds. Rybołówstwa. Zdaniem komisji Polacy przekroczyli limit połowowy przyznany na obecny rok.
– Dalsza eksploatacja ławic doprowadzić by mogła do zupełnego wynisz-czenia dorszowej rodziny – twierdzi Maltańczyk, przewodniczący komisji Joe Borg.
W przekonaniu Polaków te limity połowowe i pogłoski o przetrzebieniu stada dorsza to lipa. Wojnę łatwo można by zakończyć, gdyby Neptun Borg się zmiłował i zmienił zdanie.
Dola rybaka
Udaliśmy się nad morze, gdzie rybacy występują jak górale w Zakopanem. W porcie na Helu zauważyliśmy jacht do połowu dorsza o kryptonimie Hel-23, obok którego przechadzał się Henryk Indyk z czarnym psem. Pan Henryk jest w rybactwie za sprawą ojca, któremu ów los zgotował jego dziad. Indyk nie przehandlował swojego 47-letniego kutra za unijne eurasy, których przeliczenie na złotówki dałoby mu jakieś 700 000. Do emerytury daleko. Z łodzi żyją trzy rodziny. Pomysłów na inne życie nie ma. Rybołówstwo to Indycze powołanie.
W martwym letnim sezonie na remont jednostki wyłożył był Indyk prawie 300 000 zł. Odkuć się miał jesienią. Wtedy w gazetach przeczytał, że jest embargo i łowić mu nie wolno. Wolno mu płacić opłaty portowe, postojowe dla rybaków, podatki i ubezpieczenia. Henryk Indyk jest więc naindyczony, a myśli ma czarne jak sierść jego psa. Krótki się robi w keszu i jeżeli zakaz potrwa dłużej niż do końca roku, czym straszą gazety, to zbankrutuje. Limit połowowy na dorsza dla swojego kutra Indyk ma niewykorzystany. Zupełnie nie rozumie, na jakiej zasadzie ma być karany za to, że jakiś przedsiębiorca z chciwości swój limit przekroczył. Opcje widzi takie – zbankrutować bez walki lub wyjść w morze i łowić.
Ministerstwo Gospodarki Morskiej ustami ministra Marka Gróbarczyka mówi, że rząd wspiera rybaków w buncie przeciw Unii i jest przekonany, że rybacy mają rację w sporze o dorsza. Na pytanie, czy rybacy mogą łowić bezkarnie, minister odpowiada wy-mijająco: My chcemy powiedzieć rybakom, że nie łamią prawa, ale Unia twierdzi w tej chwili, że łamią. Jednocześnie ministerstwo straszy Henryka Indyka, że w zakresie ochrony dorsza wprowadzone będzie bezwzględne egzekwowanie zakazu łowienia i obrotu niewymiarowymi rybami, w szczególności dorszem, co wiąże się z grzywną do 50 000 zł oraz z utratą licencji połowowej.
Henryk Indyk nie wie więc, kiedy wierzyć ministrowi, a kiedy nie. I czy, wbrew zapewnieniom ministra, kary za nielegalny połów Inspekcja Rybacka mu jednak nie przypierdoli. Wtedy też zbankrutuje i do tego będzie musiał się nadenerwować. Może więc lepiej pozostać w porcie bez nerwów.
Duńskie święte krowy
Dziwne też jest, że ministerstwo stoi na stanowisku, że dorsza jest w bród, ale do Komisji Europejskiej wysłało dane, które doprowadziły do restrykcji. Henryk tego nie rozumie – i słusznie. Wrogo nastawieni do Henryka Indyka są też wielcy hurtownicy handlu dorszem. Jest bowiem tak, że on żyje w warunkach gospodarki planowo rozdzielczej, a dyktujący ceny prywaciarze – w atmosferze dzikiego kapitalizmu. Bez skrupułów narzucają 300 proc. marży za samo tylko magazynowanie ryby. Straszą, że jak się nie podoba, to kupią dorsza od Rosjan, którzy też łowią na Bałtyku, a regulacje unijne mają w dupie. Obecnie do polskich hurtowni dostarczają rybę duńskie kutry, których embargo nie obowiązuje. Gdyby zyski z morza dzielić bardziej sprawiedliwie – choćby po połowie – to rybakom łatwiej byłoby przetrwać okresy bez dochodów. Rybacy nie mają jednak żadnej siły ekonomicznej, a hurtow-nicy – skrupułów.
Nie istnieje jakiś rozsądny sposób kredytowania bałtyckiego rybołówstwa. Stocznie budujące średnie jednostki obłożone są zamówieniami, choć ani jednego kutra w Polsce nie sprzedały. Buduje się dla Irlandii, Islandii, Danii, podczas gdy Polacy pływają jednostkami z niemieckiego demobilu. Nikogo nie stać na statek za 5 mln euro.
Pan Henryk Indyk wierzy, że dorsza w Bałtyku jest zatrzęsienie. Za sankcje odpowiedzialni są polscy naukowcy, którzy za unijne pieniądze produkują fałszywe dane, czym mają doprowadzić do likwidacji rybołówstwa.
Unia psuje się od głowy
W Ministerstwie Gospodarki Morskiej, od kiedy odszedł ze stołka ministra kibic Widzewa Łódź wszechpolak Rafał Wiechecki, dzieje się lepiej. Minister Marek Gróbarczyk jest bezpartyjnym omnibusem legitymującym się dwoma fakultetami, w tym jednym branżowym. Ma doświadczenie oficerskie w zagranicznej flocie i menedżerskie w poważnych korporacjach. Od spraw rybaków ma zastępcę Grzegorza Hołubka, ongiś prezesa Związków Rybaków Polskich. Hołubek ma własne zdanie i konkretny pogląd, nie do końca chyba prawdziwy, ale za to odzwierciedlający zapatrywania polskich rybaków, których wszak był prezesem.
O poglądach tych dowiedzieć się można było z Radia Maryja, w czasach gdy Hołubek był wodzem rybaków i przedsiębiorcą rybackim. W ocenie wiceministra Unia chce zniszczyć polskie rybołówstwo. Pierwszym etapem był wykup zdezelowanych kutrów. Pieniądze za sprzedaż zostały już przejedzone. Kolejnym krokiem są upierdliwe restrykcje połowowe podyktowane szowinizmami państw mających większe wpływy w Brukseli niż Polska. Polscy naukowcy i administracja morska opłacani z unijnych pieniędzy reprezentują cudzoziemskie interesy szykanując rodaków i produkując zafałszowane sprawozdania o połowach i zasobach ryby. Jest to sitwa, której trzeba dobrać się do skóry. Czyli cudzoziemskie spiski antypolskie w podziemiach na lądzie i morzach.
Obecnie rzecznik ministerstwa przyznaje, że przyznanie się do prawdziwych polskich połowów było głupotą i frajerstwem, które zwróciło się przeciw nam. Gdybyśmy utrzymywali przyzwoity stopień hipokryzji, jak to robią inni, rybacy kłopotów by nie mieli. Polskie władze posiadają bowiem dowody na to, że jednostki szwedzkie przekraczały dziewięciokrotnie przyznane limity. Tymi dowodami minister przekonywać będzie przewodniczącego komisji Borga.
Wystosowany też został z ministerstwa list do „fałszerzy danych” z Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni. W rezultacie listu dyrektor naukowy dr Zbigniew Karnicki podał się do dymisji. Ministerstwo dąży prostą drogą do sukcesu polegającego na cofnięciu zakazu połowu przez Borga, jeżeli ten tylko pozna prawdę. Tak uważa rzecznik Grzegorz Witkowski.
Arytmetyka i ichtiologia
Zadzwoniliśmy do Morskiego Instytutu Rybackiego, skąd rzekomo kłamstwo się sączy, a który dyrektora naukowego już nie ma. Wyjawiono nam, że instytut nie jest organizacją polityczną, tylko naukową, i dostarcza mocodawcom wiedzy faktycznej, a nie takiej, jakiej akurat potrzebuje władza. Zgodnie z danymi pozyskiwanymi według światowych standardów, których wyniki mieszczą się w przedziale ufności, zdolność reprodukcji stada dorszy na Bałtyku jest ujemna. Jest to nie tylko skutek poczynań polskich rybaków, ale wszystkich łowiących. Także Rosjan, których normy połowowe nie obowiązują. Podobny zakaz połowów jak na Polskę Komisja Europejska nałożyła właśnie na Szwecję. Pomysł, jakoby Instytut Rybołówstwa prowadził politykę eksterminacji polskiego rybołówstwa, jest nonsensowny z dwóch powodów. Jeżeli rybołówstwo zostanie w Polsce zlikwidowane, sam instytut straci rację bytu i zostanie zlikwidowany. Dotacje, jakie dostaje na działalność z Unii, są natomiast funkcją faktycznie odłowionych ryb. Sankcje, jak te obecnie, godzą więc również w interesy ekonomiczne instytutu.
Zwrócono nam uwagę, że Instytut Rybołówstwa bezpośrednio nie przekazuje danych o połowach do Komisji Europejskiej. Dane o połowach pozyskiwane są z raportów rybaków i gromadzone w elektronicznej bazie danych Centrum Monitorowania Rybołówstwa – agendy bezpośrednio podległej ministerstwu. Jeżeli rybacy dane z dzienników fałszują wiedząc skądinąd, że dorsza jest w wodzie w bród, to sami do siebie powinni mieć pretensje.
Mówiąc poważnie, jeżeli byśmy mieli coś radzić Henrykowi Indykowi, to proponujemy spojrzenie ponad wodę – w niebo. Nad Bałtykiem unoszą się wszak stada mew, których połów nie jest ograniczony żadnymi restrykcjami. Mięso mewy jest delikatne, kaloryczne, bogate w białko i witaminy, tylko trochę śmierdzi. Trzeba zmienić odrobinę niesłuszne nawyki kulinarne społeczeństwa, w czym mogłoby pomóc Radio Maryja wmawiając wiernym, że mięso z mewy jest daniem postnym. Bo jeżeli dziś dorsza jeszcze można łowić, zanosi się na to, że za 3 lata już w ogóle się nie da.
Autor : Robert Jaruga / Waldemar Kuchanny
Portal Morski: Bourbon zamawia we Francji Opublikowano: 26 października, 2007
Jeden z czołowych operatorów floty offshore, Bourbon Offshore zamówił we francuskiej stoczni Socarenam dwa wielozadaniowe serwisowce. Statki będą przeznaczone głównie do prac konserwacyjnych i inspekcji instalacji na polach naftowych, ze względu na kształt kadłuba i małe zanurzenie będą przeznaczone głównie do prac na wodach płytkich. Każda z jednostek będzie mogła zaokrętować do 103 osób załogi, pracę ułatwi system pozycjonowania dynamicznego (DP 2) i osiem klasycznych kotwic. Jest to jedno z nielicznych i pierwsze od wielu lat zamówienie na jednostki offshore w stoczni francuskiej.
Portal Morski: Gazprom dopuszcza Norwegów do pola Shtokman Opublikowano: 26 października, 2007
Norweski StatoilHydro podpisał porozumienie z rosyjskim Gazpromem dopuszczające Norwegów do pierwszego etapu eksploatacji gazu z pola Shtokman. Obecnie zarządzająca nim spółka Shtokman Development Company ma trzech właścicieli: Gazprom (51% udziałów), StatoilHydro (24%) i Total (25%). Położone na Morzu Barentsa, 600 km na północny wschód od Murmańska pole Shtokman to obecnie największe odkryte złoża gazu i hydratów metanowych. Pozyskany z pola gaz ziemny będzie eksportowany zarówno w postaci skroplonej (LNG), jak i tłoczony rurociągami.
MGM: Sukces negocjacyjny w Luksemburgu – zakończenie sporu polskich rybaków
Polska delegacja Ministerstwa Gospodarki Morskiej pod przewodnictwem Marka Gróbarczyka powróciła z luksemburskiego spotkania (23.10.) z tarczą. Podczas negocjacji na temat obecnej i przyszłej polityki połowowej Unii, ministrowi Markowi Gróbarczykowi nie tylko udało się zainteresować Komisję Europejską proponowaną nową strategią, która w przyszłości mogłaby w zdecydowanie lepszy sposób chronić populację ryb w unijnych akwenach, ale również wynegocjowano wiele decyzji, które rozwiązują problemy skomplikowanej bieżącej sytuacji polskiego rybołówstwa.
Najważniejsze z tych decyzji to powołanie niezależnej komisji (Grupy Roboczej) ds. zasobów Morza Bałtyckiego, powtórne przeliczenie raportowanych nadwyżek połowowych na ten rok (stały się one podstawą do wprowadzenie rozporządzenia 804), rozłożenie ponadlimitowych ilości dorszy złowionych w tym roku na kolejne lata (w sposób nie zakłócający działania polskiego rybołówstwa), redukcję limitów połowowych dla wschodniego Bałtyku na przyszły rok zaledwie o 5 proc. – chociaż pierwotnie Komisja Europejska proponowała 23 procentową redukcję dla tego akwenu (o podobnym sukcesie negocjacyjnym nie mogą mówić Niemcy czy Duńczycy, ponieważ dla akwenu, na którym łowią te kraje, a więc Bałtyku zachodniego KE zaproponowała na przyszły rok aż 28 procentową redukcję połowów). Polskiej delegacja otrzymała również zapewnienie, iż w przyszłym roku polscy rybacy będą mogli bez dodatkowych przeszkód łowić ustalone kwoty łososia (do tej pory możliwość taka blokowana była poprzez zakaz używania pławnic – podstawowej sieci do połowu tych ryb) a także obietnicę, iż Komisja Europejska będzie starać się chronić rybołówstwo, opierające się na małych łodziach, jako najbardziej tradycyjnego i najmniej zaburzającego równowagę biologiczną – a taki właśnie rodzaj działalności jest podstawą polskiego rybołówstwa. Komisarz ds. Rybołówstwa Unii Europejskiej Joe Borg zapewnił także ministra Marka Gróbarczyka, iż wszelkie straty, jakie poniosą polscy rybacy z powodu konieczności przestrzegania tegorocznego zakazu połowu dorszy będą mogły być zrekompensowane ze środków unijnych. Po przedstawieniu powyższych wniosków rybacy zrzeszeni w najważniejszych polskich związkach zawodowych rybołówstwa uznali je za sukces negocjacyjny. W związku z tym w piśmie przesłanym do ministra gospodarki morskiej Marka Gróbarczyka oficjalnie oświadczyli, iż zakończyli swój protest i odtąd będą przestrzegać zakazu połowu dorszy, wynikającego z unijnego rozporządzenia nr 804.
Kurier Szczeciński: Połowy zostaną znów policzone. Dorsz do zwrotu?
RYBACCY związkowcy zadeklarowali wstrzymanie połowów dorsza na wschodnim Bałtyku. To reakcja na zgodę Brukseli na utworzenie specjalnej komisji, która ma jeszcze raz oszacować, ile Polacy złowili tej ryby. Ewentualną nadwyżkę trzeba będzie jednak oddać.
Wczoraj około 120 rybaków ze Związku Rybaków Polskich pikietowało przed warszawskim hotelem Polonia, gdzie obradowała Regionalna Rada Doradcza Morza Bałtyckiego. Jak poinformowała PAP, pikietujący domagali się ujawnienia pełnych danych o produkcji dorsza w przetwórniach państw bałtyckich w ciągu ostatnich 10 lat. Domagali się także wykazu całkowitych połowów wszystkich jednostek rybackich na Bałtyku - również tych, które nie posiadają licencji na połowy dorsza.
Tymczasem odchodzący minister gospodarki morskiej, Marek Gróbarczyk, powiedział na konferencji prasowej, że rybacy, którzy mimo unijnego zakazu połowu dorsza wyszli w morze, nie będą ukarani. Relacjonując wczoraj spotkanie ministrów krajów europejskich odpowiedzialnych za rybołówstwo, które odbyło się w Luksemburgu, stwierdził m.in. że wynegocjowanie jedynie 5-proc. redukcji połowów dorsza w roku przyszłym na wschodnim Bałtyku, to „duży sukces”, bo pierwotnie Komisja Europejska proponowała aż 20-proc. zmniejszenie ilości tych ryb do odłowu.
Minister złożył także wniosek o powołanie grupy roboczej ds. zasobów Morza Bałtyckiego. „Strona polska otrzymała także zgodę na ponowne przeliczenie ilości złowionych dorszy” (chodzi o nadwyżki ponad przyznane Polsce limity), które były powodem wydania unijnego zakazu. „Rozłożenie spłaty nadłowionych ilości, które zostaną wykazane po ponownym przeliczeniu, nastąpi z przyszłych kwot połowowych. Spłata nastąpi w sposób elastyczny, nie powodując zaburzenia funkcjonowania polskiej floty rybackiej” - czytamy w komunikacie resortu. (kl)
MGM: SPROSTOWANIE
W dzisiejszym (26.10.) wydaniu „Gazety Wyborczej” ukazał się artykuł autorstwa Michała Sielskiego pt. „Gróbarczyk : kar za dorsze nie będzie”. W tekście pojawiła się nieprawdziwa informacja, jakoby minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk posiadał dwa kutry rybackie oraz poławiał dorsze.
Informujemy, iż minister Gróbarczyk nie posiada – ani też nie posiadał w przeszłości – żadnych kutrów rybackich, nigdy również nie zajmował się działalnością rybacką. Z faktu tego wynika również, iż niemożliwym jest, aby minister Gróbarczyk poławiał dorsze - jak poinformowała „Gazeta Wyborcza”. Zgodnie z Ustawą „Prawo prasowe”, art. 31. oraz 32. uprzejmie prosimy o zamieszczenie sprostowania w/w nieprawdziwych informacji.
Z poważaniem Rzecznik Ministerstwa Gospodarki Morskiej Krzysztof Gogol
MW: ORP „Gen. K. Pułaski” wraca do kraju
Międzynarodowe siły pokojowe zakończyły działania na Bałtyku. Kierujące się rezolucją ONZ zespoły okrętów i samolotów doprowadziły do zażegnania konfliktu i zahamowały eskalację napięć międzynarodowych – to fikcyjny scenariusz zakończonych dzisiaj (czwartek, 25 października) ćwiczeń NORTHERN COAST. W manewrach udział wzięło 30 jednostek z 8 państw NATO i Partnerstwa dla Pokoju, w tym fregata rakietowa ORP „Gen. K. Pułaski” oraz dwa śmigłowce Mi-14 PŁ z polskiej Marynarki Wojennej.
NORTHERN COAST to międzynarodowe ćwiczenie zorganizowane przez niemiecką Marynarkę Wojenną. Udział w nim wzięły: fregaty, okręty podwodne, okręty patrolowe, niszczyciele min, trałowce i okręty uderzeniowe oraz lotnictwo morskie z Danii, Finlandii, Francji, Litwy, Niemiec, Polski, Szwecji oraz Wielkiej Brytanii. Jednostki ćwiczyły na wodach Bałtyku Zachodniego i Cieśnin Bałtyckich. Scenariusz manewrów zakładał fikcyjny kryzys pomiędzy fikcyjnymi państwami w wyniku czego Organizacja Narodów Zjednoczonych wydała rezolucję, angażując siły pokojowe, aby nie dopuścić do eskalacji napięć międzynarodowych, które mogłyby doprowadzić do konfliktu.
Polska fregata ORP „Gen. K. Pułaski” wspólnie z pozostałymi jednostkami sił pokojowych przeprowadziła operację reagowania kryzysowego w celu utrzymania pokoju i stabilizacji w rejonie „zapalnym”. Okręty kontrolowały jednostki przepływające przez ten rejon oraz monitorowały sytuację nawodną i powietrzną. Realizowane były akcje osłony transportu morskiego przed atakami okrętów podwodnych i lotnictwa. W trakcie ćwiczenia przeprowadzono strzelania do celów nawodnych i powietrznych, zadania poszukiwania i niszczenia okrętów podwodnych, obronę przeciwlotniczą, przeciwawaryjną, a także inne zadania, które wynikały z rozwoju sytuacji podczas ćwiczenia.
NORTHERN COAST to kolejne ćwiczenie międzynarodowe z udziałem polskich fregat rakietowych. W tym roku, w maju, w największych manewrach NATO pod kryptonimem NOBLE MARINER 2007 uczestniczyła fregata ORP „Gen. T. Kościuszko”. Biorący udział w NORTHERN COAST ORP „Gen. K. Pułaski” do tej pory uczestniczył w kilkunastu manewrach NATO, a także w operacji antyterrorystycznej Sojuszu Północnoatlantyckiego na Morzu Śródziemnym – ACTIVE ENDEAVOUR. Więcej informacji na temat okrętu na stronie internetowej Marynarki Wojennej.
2007-10-27 Sobota
Gazeta Wyborcza: Prezes Portu Gdynia boi się dymisji
Maciej Sandecki 2007-10-26, ostatnia aktualizacja 2007-10-26 18:52
Przemysław Marchlewicz, prezes Portu Gdynia z PiS, wysłał list do posłów PO, przestrzegając ich przed polityczną zemstą. - Oceńcie moje kompetencje, a nie przynależność partyjną - pisze. - Nie chcemy odwetu - odpowiadają politycy PO
Prezes Marchlewicz wysyłając list do posłów Platformy Obywatelskiej zaznaczył, że ma on charakter prywatny i zależy mu na tym, aby list nie trafił do mediów. "Gazeta" poznała jednak jego treść.
Prezes Portu Gdynia pisze w nim m.in.: "Trudno oprzeć się stwierdzeniu, że gdyby weryfikacji podlegały moje kompetencje, a nie przekonania i polityczna przynależność - nadal spokojnie kierowałbym Portem w Gdyni, ponieważ wyniki firmy zdecydowanie przemawiają na moją korzyść. (..) Państwo, w imię politycznej zemsty, nazywanej przewrotnie przywracaniem normalności, powielacie najgorsze praktyki, które tak Was raziły. Mam w związku z tym ogromną prośbę - jeśli chcecie Państwo mnie odwołać - po prostu to uczyńcie bez szumnych zapowiedzi, szukania fałszywych powodów i stawiania fałszywych tez, a nie szkodźcie przy okazji instytucji, o której dobro tak naprawdę chodzi".
W ten sposób Marchlewicz odniósł się do wypowiedzi prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, który na łamach "Gazety" stwierdził kilka dni temu, że Marchlewicz powinien odejść z Portu, podobnie jak inny polityk PiS Andrzej Jaworski ze Stoczni Gdańsk (Marchlewicz i Jaworski prezesami zostali za rządów Prawa i Sprawiedliwości).
Karnowski z Marchlewiczem pozostają od lat w konflikcie. Obecny prezes portu, jako radny Sopotu wielokrotnie krytykował poczynania prezydenta.
- Jego działalność oceniam nie za dobrze, jako radny wypowiadał dużo słów, ale mało treściwych - stwierdza Karnowski. - Ten list też jest dziwny, bo pisze do polityków PO: "nie bądźcie tacy jak my byliśmy", czyli wchodzi w buty polityka. O tym, czy ktoś się do danej funkcji nadaje, czy nie, powinny świadczyć jego osiągnięcia. My na pewno na ślepo nie będziemy nikogo wycinać.
- Sukces Portu to zasługa moich poprzedników, ale również i moja - mówi Marchlewicz. - Za mojej kadencji wskaźniki poszybowały w górę, mamy wzrost przeładunków, zysków, przychodów. Port rozwija się w dobrym kierunku.
Marchlewiczowi, również listownie, odpowiedział szef PO w Gdyni, poseł Tadeusz Aziewicz.
- Może ma sukcesy, a może pomogła mu po prostu dobra koniunktura - wątpi Aziewicz. - Uważam jednak, że Marchlewicza nie należy wrzucać do jednego worka z Andrzejem Jaworskim. Wycofał się z polityki, zawiesił funkcje w partii, nie startował w wyborach, zajął się Portem. Jaworski prezesem Stoczni został z politycznej nominacji, a Marchlewicz wygrał konkurs. Pytanie, czy został on przeprowadzony rzetelnie, bo tu pojawiły się wątpliwości.
- Znalazłem w gazecie ogłoszenie o konkursie, stanąłem do niego, dobrze się przygotowałem i wygrałem. Nie było w tym polityki - twierdzi Marchlewicz.
- Jeśli tak uważa, to dla oczyszczenia atmosfery, powinien stanąć do konkursu na prezesa, który pewnie niebawem rozpisze nowy minister skarbu państwa, bo prezesowi kończy się kadencja - dodaje Aziewicz. - To będzie najlepszy sposób na weryfikację jego poczynań. Na pewno zostanie przeprowadzony obiektywnie.
- Jeśli taki będzie scenariusz to do konkursu stanę - chyba że Platforma mnie wcześniej odwoła, co świadczyć będzie o tym, że oceniono mnie politycznie, a nie merytorycznie - stwierdza Marchlewicz.
Gazeta Wyborcza: Po wypowiedzi posła PO. Gazoport zagrożony?
Andrzej Kraśnicki jr, mpr 2007-10-26, ostatnia aktualizacja 2007-10-26 19:00
Typowany na ministra gospodarki poseł PO chce "zweryfikować" przygotowania do budowy gazoportu w Świnoujściu. Jego koledzy ze Szczecina mówią, że to prywatna opinia posła. A to dopiero początek powyborczej bitwy o inwestycje. Poseł PO z wielkopolski Adam Szejnfeld w gabinecie cieni PO odpowiadał za sprawy gospodarcze. Dlatego jego czwartkowa wypowiedź na temat gazoportu potraktowana została jako przymiarka nowego rządu do zmiany decyzji o lokalizacji terminalu.
- Pojawiły się pewne wątpliwości, ale musimy zobaczyć dokumentacje - relacjonowała słowa posła Polska Agencja Prasowa. - Jeśli uznamy tę lokalizację za słuszną, nie będziemy jej ruszać.
Szejnfeld tą wypowiedzią wprowadził zachodniopomorskich działaczy PO w osłupienie. Po decyzji o lokalizacji gazoportu w Świnoujściu regionalni politycy, i to z różnych opcji, podkreślali bowiem, że to efekt merytorycznego, a nie politycznego podejścia do inwestycji. Zwolennicy lokalizacji w Gdańsku mieli zupełnie inne zdanie i podkreślali, że to efekt starań ówczesnego ministra gospodarki morskiej Rafała Wiecheckiego i Joachima Brudzińskiego, pochodzącego ze Świnoujścia sekretarza generalnego PiS.
- Proszę nie brać słów posła Szejnfelda pod uwagę - denerwował się wczoraj poseł i senator elekt Krzysztof Zaremba. - Rozmawiałem z nim. To była jego autorska i nie do końca precyzyjna wypowiedź. Rząd PO zbuduje gazoport w Świnoujściu.
Adam Szejnfeld przyznał nam wczoraj, że jest zdziwiony zamieszaniem wokół jego wypowiedzi.
- Chciałem tylko powiedzieć, że są wątpliwości, czy rząd PiS wykonał przygotowania do inwestycji w sposób wiarygodny - tłumaczy Szejnfeld.
Te wątpliwości to m.in. brak umów na dostawy skroplonego gazu do gazoportu.
- Bez tego gazoport będzie tylko kosztownym skansenem techniki XXI wieku - mówi poseł. - Wszystkiemu musimy się po prostu przyjrzeć i proszę się nie dziwić, bo to bardzo kosztowna i zbyt ważna dla kraju inwestycja.
- Lokalizacji też się przyjrzycie? - pytam. - To pan powiedział - odparł Szejnfeld.
- To co mówi [Adam szejnfeld - red.] jest bez znaczenia, bo nie będzie ministrem - zapewnia z kolei jeden z lokalnych polityków PO.
Zamieszanie wokół inwestycji w Świnoujściu to jednak dopiero przedsmak tego czego można spodziewać się w najbliższych miesiącach. Jeszcze przed wyborami poseł Sławomir Nitras zapowiedział, że Platforma zmieni listę indykatywną inwestycji, które mają promesę na fundusze unijne dzielone przez rząd. Tłumaczył, że nasz region został przy podziale pieniędzy poszkodowany. Nitras chciałby do listy dorzucić budowę zachodniej obwodnicy Szczecina, drogi ekspresowej S10 (w kierunku Bydgoszczy) i S11 z Kołobrzegu, przez Koszalin na południe kraju. Problem w tym, że nasz region i nasi lokalni politycy PO nie są jedynymi, którzy uważają, że ich okręgi wyborcze zasługują na więcej unijnych pieniędzy.
- Apeluję tylko o to, by walcząc o pieniądze nie wydzierać ich innym miastom w naszym regionie - mówi prezydent Świnoujścia Janusz Żmurkiewicz.
Prezydent obawia się, że w pogoni za pieniędzmi za forowaną przez PO obwodnicą zachodnią, znikną pieniądze na budowę tunelu pod Świną. Tego jednak posłowie PO nie dopuszczają. Tym bardziej że inwestycja powoli się rozpędza. Jeszcze w listopadzie ogłoszony zostanie przetarg na wykonanie studium przeprawy przez Świnę. Studium powinno dać ostateczną odpowiedź - czy lepiej budować tunel czy most.
- Chcemy zlecić opracowanie zawierające analizę ekonomiczną różnego rodzaju możliwych stałych połączeń pomiędzy Wolinem i Uznamem i w związku z tym nie wykluczamy koncepcji budowy mostu - mówi Iwona Stępień-Pilipczuk, zastępca dyrektora zachodniopomorskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Wykonawca będzie wyłoniony na przełomie tego i przyszłego roku. Do końca 2008 r. studium musi trafić do zamawiającego. Budowa miałaby się rozpocząć najpóźniej w 2009 lub w 2010 r.
Dziennik: PO obiecuje cud z autostradami
Przyszła koalicja PO - PSL będzie desperacko próbowała przyspieszyć tempo budowy dróg w Polsce. Nie chce powtórzyć porażki PiS, któremu w tym roku udało się oddać do użytku zaledwie 8 km autostrad. DZIENNIK dotarł do najnowszych pomysłów ekspertów przyszłej koalicji.
Jest już pewne, że strategia dotychczasowego ministra transportu Jerzego Polaczka powędruje do kosza. Na czym polega rewolucja? Przede wszystkim nie będzie żadnych specjalnych spółek powołanych do budowy dróg, a państwo znowu zaprosi do współpracy przy najważniejszych inwestycjach prywatnych koncesjonariuszy.
"Nie mamy żadnych lęków przed kapitałem prywatnym" - deklaruje Tadeusz Jarmuziewicz, poseł PO, wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury. I kolejna zmiana: drogowcy dostaną więcej gotówki. Koalicyjni eksperci przewidują, że odpis pieniędzy na drogi z akcyzy na paliwa zostanie zwiększony z 18 do 32 proc.
Problem w tym, że sytuacja z autostradami jest tak tragiczna, że Platforma i PSL mimo pomysłów na przyspieszenie i tak mogą najzwyczajniej nie zdążyć z budową dróg na Euro 2012. Eksperci alarmują, że sytuacja jest dramatyczna.
Przy obecnym stanie prawnym i dzisiejszej polityce Ministerstwa Transportu można wybudować do 2012 r. co najwyżej 50 - 60 proc. potrzebnych dróg i autostrad" - twierdzi Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Gospodarczych "Tor". Jego zdaniem radykalna zmiana strategii, którą proponują PO i PSL pozwoliłaby zwiększyć tę ilość co najwyżej do 70 - 80 proc. Na pełne 100 proc. już zabraknie czasu.
Co zatem zrobi koalicja? Przede wszystkim zmobilizuje do działania posłów. "W ciągu najbliższych trzech miesięcy trzeba przeforsować zmiany w blisko 30 ustawach, które blokują inwestycje lub spowalniają tempo prac" - oznajmia Janusz Piechociński z PSL, jeden z kandydatów na nowego ministra transportu. Dodaje, że projekty zmian są już w zasadzie gotowe.
"Nasze plany muszą się udać, jesteśmy zdeterminowani" - mówi Jarmuziewicz, który też jest wymieniany jako ewentualny szef Ministerstwa Transportu.
O tym, jak ważna dla Polaków jest sprawa autostrad, świadczy sondaż zamówiony przed wyborami przez DZIERNNIK. Aż 86 proc. pytanych przez OBOP Polaków budowę nowoczesnych dróg uznało za najważniejszy obowiązek polityków.
Adam Woźniak
Gazeta Wyborcza: Autostrada A2 coraz dalej od Świecka
Lech Bojarski, Poznań 2007-10-27, ostatnia aktualizacja 2007-10-26 20:53
Minister transportu na odchodnym znów spiera się ze spółką, która ma dokończyć budowę autostrady do granicy z Niemcami. Rząd PiS nie mógł dojść do porozumienia z Autostradą Wielkopolską SA, spółką powiązaną z Janem Kulczykiem, przez półtora roku. Rozważano nawet odebranie jej koncesji na budowę 105-km odcinka A2 z Nowego Tomyśla do Świecka na granicy z Niemcami. Rząd zarzucał spółce, że chce budować za drogo (6,1 mln euro za 1 km), i zwlekał z negocjacjami. Aż kilka tygodni temu, Ministerstwo Transportu niespodziewanie zaakceptowało koszty budowy. I to o połowę wyższe - 9,6 mln euro za km. Spółka tłumaczy je m.in. wzrostem cen w budownictwie.
Jednak po wyborach na linii AW SA - ustępujący rząd, znowu iskrzy. Wczoraj upłynął termin rozmów m.in. w sprawie ustalenia stawek za przejazdy. Prowadzone w nerwowej atmosferze negocjacje zakończyły się fiaskiem. - Nie doszło do porozumienia - przyznaje Teresa Jakutowicz, rzecznik Ministerstwa Transportu.
Bardziej rozmowny jest prezes AW SA Andrzej Patalas: - Rząd nie dostarczył nam w terminie wymaganych dokumentów. Chodzi o studium ruchu, do którego mieliśmy uwagi, a bez którego nie dostaniemy ani od naszych akcjonariuszy zgody na budowę, ani od banków kredytów na budowę. Nie mogę w ciemno podpisywać porozumienia, które może być dla nas niekorzystne.
Z naszych informacji wynika też, że rząd chciałby AW SA wybudowała na trasie tradycyjne bramki do poboru opłat. Zdaniem spółki to zbędny koszt, bo od 2011 r. na autostradach w UE ma funkcjonować już elektroniczny pobór opłat. Koszt budowy bramek to 70 mln euro, a służyłyby zaledwie rok lub dwa lata.
Różnic w stanowiskach rządu i AW SA jest tak wiele, że prawdopodobnie w przyszłym tygodniu obie strony podpiszą protokół rozbieżności. - Być może chodzi o opóźnienie inwestycji i zrobienie problemu przyszłej ekipie rządowej - zastanawia się prezes Patalas.
Gdy ustalano koszty budowy A2, rząd i AW SA zakładały, że inwestycja rozpocznie się w 2008 r., a zakończy w 2010 r. Ten termin jest już raczej nierealny. Żeby zacząć budowę w przyszłym roku, jeszcze przed zimą należałoby wykonać badania geologiczne terenów pod trasę. Pat w rozmowach z rządem oznacza, że AW SA nie dostanie zgody rady nadzorczej na wydawanie jakichkolwiek pieniędzy na budowę. I tak badania geologiczne przesuną się co najmniej na wiosnę, a sama budowa na kolejny, już 2009 rok.
Głos Koszaliński (GK24.pl): Region > Nie wypłyniemy po dorsza...
Wygląda na to, że mamy koniec ciągnącego się od dwóch miesięcy sporu o dorsza.
Przypomnijmy, Unia Europejska zakazała połowu tej ryby na Bałtyku wschodnim do końca roku. Polscy rybacy od razu zaprotestowali i zapowiedzieli, że złamią zakaz i wypłyną w morze. Konflikt złagodziły jednak ostatnie ustalenia w Luksemburgu. Rybacy są dobrej myśli.
– W przyszłym roku będziemy mogli wyłowić tylko o 5% mniej ryb. Do tego Unia zobowiązała się jeszcze raz zbadać ile naprawdę jest dorsza w Bałtyku. Ogólny bilans jest dla nas dobry, dlatego zdecydowaliśmy, że nie będziemy łowić dorsza do końca roku. Wypłyniemy tylko po flądrę czy łososia – powiedział nam wczoraj Andrzej Gościniak prezes Stowarzyszenia Rybaków Łodziowych, które wraz ze Stowarzyszeniem Armatorów Łodziowych wydało oświadczenie w którym zobowiązuje się do przestrzegania unijnego zakazu.(mon)
Gazeta Wyborcza: Pogoń Szczecin bardziej morska
tm 2007-10-26, ostatnia aktualizacja 2007-10-26 18:56
Klub, miasto, Polska Żegluga Morska i Zarząd Portów Szczecin - Świnoujście podpisały list intencyjny w sprawie współpracy na rzecz odbudowy Pogoni.
Dokument sygnowano wczoraj w Urzędzie Miasta. Nawiązanie współpracy z dużymi firmami regionu, związanych z gospodarką morską jest - jak to określił wiceprezydent Tomasz Jarmoliński - powrotem do korzeni.
- Zwracamy Pogoń Szczecinowi. Nazwa "Portowcy", od dziesięcioleci kojarzona z Pogonią, nabiera pierwotnego znaczenia. W najnowszej historii klubu było wiele punktów zwrotnych, które z dzisiejszej perspektywy wydają się śmieszne. Teraz odbudowujemy normalność i wiarygodność. Pogoń wróci na należne jej miejsce - przekonywał Jarmoliński.
Równie optymistycznie wypowiadali się przedstawiciele firm, które mają ten powrót na piłkarskie salony przyspieszyć.
- Za rok przypada 60-lecie klubu. Wtedy nie będziemy jeszcze świętować wielkich wyników sportowych, ale w perspektywie kilku lat powinniśmy doczekać się ekstraklasy - zapewniał Paweł Szynkaruk, dyrektor PŻM. - Jako PŻM będziemy wspierać Pogoń na wszelkie możliwe sposoby.
- Wszyscy z wielkim sentymentem wspominamy sukcesy morskiego klubu i napis "Portowcy" na koszulkach. Dlatego zwróciliśmy się w stronę portu i PŻM - mówił Dariusz Adamczuk, wiceprezes Pogoni, wcześniej działacz PN.
Państwowe firmy nie mogą bezpośrednio przekazać pieniędzy dla Sportowej Spółki Akcyjnej. Jakie formy pomocy wchodzą więc w grę?
- Nie będziemy głównym sponsorem, ale możemy wspierać sport młodzieżowy, pomagać w organizacji wyjazdów czy reklamować się na stadionie - wyjaśnia Szynkaruk i przypomina, że w skład PŻM wchodzi wiele spółek, które mogą zaangażować się na nieco luźniejszych, rynkowych zasadach. To znaczy, że np. mogą płacić za reklamy umieszczane wokół boiska czy na strojach piłkarzy
- Istnieje też możliwość zakupu dużej liczby karnetów dla pracowników czy zapewnienie transportu piłkarzom - dodaje Piotr Jania, członek zarządu ZMPSŚ.
Działacze Pogoni są zainteresowani wszelkimi formami współpracy. - Na funkcjonowanie grup młodzieżowych potrzeba 400 tys. złotych. Jeśli dana firma zapewni choć częściowe finansowanie, będzie to wielka pomoc - stwierdza Adamczuk.
- Organizacja wyjazdów czy ochrony podczas meczów to też są określone koszty. Ich przejęcie odciążyłoby budżet - dodaje Grzegorz Smolny, wiceprezes Pogoni.
Umowy w tej sprawie mają być podpisane jeszcze w tym sezonie.
Sytuacja szczecińskiego klubu na razie jest stabilna. Jednak ambitne plany szybkiego powrotu do ekstraklasy wiążą się także z coraz większymi wydatkami. O to zatroszczyć się muszą właściciele spółki, bo miasto będzie ograniczać pomoc ze swojej strony. - Pomogliśmy Pogoni w najtrudniejszym momencie. Teraz będziemy mogli stopniowo ograniczać nasz finansowy udział - stwierdza wiceprezydent Jarmoliński. Miasto wspiera klub kwotą 80 tys. miesięcznie
Zaległość z 16.10.2007:
Nasze Morze: Zwiedzamy Alkora z "Naszym MORZEM" [16.10.2007]
W drugiej połowie października na kilka dni zawita do Gdańska niemiecki statek naukowo-badawczy Alkor. Będzie można go zwiedzić podczas dnia otwartego pod patronatem medialnym "Naszego MORZA".
Statek badawczy Alkor, należący do Leibnitz-Institut für Meereswissenschaften Uniwersytetu w Kilonii, dla którego na kilka dni Gdańsk stanie się portem bazowym, będzie kilkakrotnie wychodził w morze i prowadził badania naukowe na Bałtyku. Ich uczestnikami będą uczniowie i studenci z Polski, Niemiec i Norwegii.
Polscy uczestnicy to głównie uczniowie szkół w Wieruszowie i Nowej Dębie - laureaci ogólnopolskiego konkursu "Eureka, Europa, kontynent nauki", który został zorganizowany przez Ambasadę Niemiec i Goethe-Institut z Warszawy w ramach niemieckiego przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej podczas przygotowań do XI. Pikniku Naukowego 2007 Polskiego Radia BIS.
Celem konkursu było pokazanie europejskiej tradycji naukowej od Archimedesa do Alberta Einsteina i od Mikołaja Kopernika do Stephena Hawkinga. Uczniowie nakręcili krótkie filmy video, w których w sposób humorystyczny i ciekawy przedstawili europejskie projekty z dziedziny nauk przyrodniczych i technicznych lub epizody, które doprowadziły do odkrycia naukowego.
Z ponad 250 projektów i koncepcji jury wybrało 30 najlepszych, które w drugim etapie były realizowane dzięki wsparciu firm PTC/Era, Nokia, Intel, DHL, ELO digital i Scholl / Weblication.
Zobaczyć i odwiedzić Alkora w Gdańsku będzie mógł każdy zainteresowany. 20 października, w sobotę, pod patronatem "Naszego MORZA" nastąpi "Dzień otwarty". Pokłady Alkor'a zostaną otwarte dla gości w godzinach od 10:00 do 16:00. Statek zacumuje najprawdopodobniej przy nabrzeżu Kpt. Ziółkowskiego, w pobliżu Kapitanatu Portu Gdańsk w Nowym Porcie, niedaleko terminalu promowego PŻB (Polferries).
Alkor to statek naukowo-badawczy zbudowany w 1990 roku przez Cassens Werft dla Instytutu Badań Morskich z Kilonii. Charakteryzuje się pojemnością brutto niemal 1000 jednostek i długością całkowitą 55,20 m. Jego zasięg to 7500 Mm. Na pokładzie znajduje miejsce 10 członków załogi i 12 naukowców.
Po wizycie w Gdańsku Alkor będzie m.in. zatrudniony w badaniach środowiskowych Bałtyku zleconych przez Helcom, a pod koniec roku spędzi kilka tygodni w stoczni remontowej.
Przypomnijmy, że "Open ship Alkor" będzie kolejnym wydarzeniem pod patronatem "Naszego MORZA", dającym szerokiej publiczności możliwość zapoznania się z bliska z techniką okrętową, życiem portu, itp., po letnim, gdyńskim rejsie edukacyjnym do Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego, którego nasza redakcja była współpomysłodawcą oraz po szczecińskim dniu otwartym na promie Wolin (w przeddzień rejsu inauguracyjnego tego statku), który nie odbyłby się - jak zapewnia nas kierownictwo armatora Wolina - gdyby nie inspiracja ze strony "Naszego MORZA". Relację z dnia otwartego na Wolinie oraz jego rejsu inauguracyjnego opublikujemy w najbliższym wydaniu "Naszego MORZA".



